Autorytety za życiem

 

Zapraszamy do lektury artykułów o tematyce, której dotyka marsz życia. Treści poparte są starannie dobranymi, godnymi autorytetami.

Jan Paweł II – Obrońca godności człowieka

 

Jan Paweł II – obrońca godności człowieka
List na VII Dzień Papieski w Ojczyźnie *
„Nie dał nam Bóg ducha bojaźni,  ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia”  (2 Tm 1,7)
Umiłowani w Panu Siostry i Bracia!

  1. Nowy wiek – czas troski o godność człowieka

W najbliższą niedzielę, 14 października, Polacy będą dziękować Panu Bogu za osobę Jana Pawła II. Będzie to już VII Dzień Papieski. Zaczęliśmy świętować ten dzień dziękczynienia, gdy był jeszcze z nami; gdy na początku nowego wieku wezwał nas: „Skierujmy zatem spojrzenie w przyszłość (…). Przebaczająca miłość zapowiada nadejście nowych niebios i nowej ziemi. Niech zatem ożywi się wiara i wzrośnie nadzieja, niech miłość podejmuje wciąż nowe dzieła, aby z nową energią dawać chrześcijańskie świadectwo w świecie następnego tysiąclecia” (bulla Incarnationis misterium z 29.11.1998, 11). Z pierwszym więc rokiem nowego wieku i tysiąclecia podjęliśmy tę inicjatywę, aby spełnić to papieskie wezwanie. Towarzyszyły nam hasła, które ukazywały postać Jana Pawła II – papieża czasu przełomów, świadka nadziei, apostoła jedności, pielgrzyma pokoju, orędownika prawdy, sługi miłosierdzia. Wszystkie te tytuły miały swe odniesienie do problemów ludzi aktualnie żyjących na ziemi. W tym roku pragniemy dodać do nich kolejny: obrońca godności człowieka.
Swoją pierwszą encyklikę papież Jan Paweł II rozpoczął od słów: „Odkupiciel człowieka Jezus Chrystus jest Ośrodkiem wszechświata i historii” (RH 1). Ale jakie to ma znaczenie dla człowieka, dla jego godności? Oto Bóg, który Syna swego dał, a który stał się Człowiekiem, upomniał się o godność człowieka. Groźne ideologie nazizmu i komunizmu usiłowały usunąć Boga z życia ludzi, jednocześnie brutalnie uderzając w godność człowieka. Pomimo odrzucenia tych ideologii, godność człowieka także dziś wielorako jest zagrożona. Nadal bowiem zabija się nienarodzonych, a eutanazję chce się uczynić obowiązującym prawem. W cytowanej już bulli na początek nowego wieku Jan Paweł II mówi o innych jeszcze zagrożeniach: „Szczególnie potrzebnym dziś znakiem miłosierdzia Bożego jest miłość, która otwiera nam oczy na potrzeby ludzi żyjących w nędzy i zepchniętych na margines społeczny. Zjawiska te ogarniają znaczną część społeczeństwa i rzucają cień śmierci na całe narody. Ludzkość zmaga się z nowymi formami niewolnictwa, bardziej podstępnymi niż znane w przeszłości; dla zbyt wielu ludzi wolność pozostaje pustym słowem. Niemało krajów, zwłaszcza najuboższych, dźwiga ciężar zadłużenia, które przybrało takie rozmiary, że jego spłata stała się praktycznie niemożliwa” (IM 12). To wszystko narusza fundamentalne prawo człowieka do jego godności. Dlatego tegoroczny Dzień Papieski pragniemy przeżywać pod hasłem: Jan Paweł II – obrońca godności człowieka.
2. Chrystusowa służba wzorem dla człowieka
Umiłowani w Panu! Wróćmy do odczytanego dziś słowa Bożego. Chrystus wskazuje w Ewangelii na postawę służby, która jest dla człowieka najwłaściwszą formą działania: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy, wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać” (Łk 17,10). Postawa służby i świadomość godności nie kłócą się ze sobą. Chrystus przyszedł, aby służyć i dać swoje życie dla naszego zbawienia (por. Mt 20,28). Jego zaś Matka nazwała się Służebnicą Pańską (por. Łk 1, 38).
Przed kolejną rocznicą wyboru Jana Pawła II na Stolicę Piotrową przypominamy sobie Jego wzór – Jego postawę służby. Mycie nóg i całowanie ich podczas Mszy Świętej Wieczerzy Pańskiej było Jego stałą papieską praktyką. A Jego stosunek do chorych, niepełnosprawnych, ludzi pokrzywdzonych – któż z nas o tym nie pamięta? Może zaskoczy nas tegoroczny plakat Dnia Papieskiego: Jan Paweł II rozmawia w więziennej celi, z ogromnym szacunkiem dla ludzkiej godności człowieka, z tym, który chciał go zabić. Kardynał Stanisław Dziwisz w swej książce pt. Świadectwo napisał, że niedoszły zabójca nie prosił o przebaczenie, ale miał tylko jedno pytanie do Papieża: „Dlaczego Ty żyjesz?” (s. 129). Nawet takie postawy ludzkie, choćby najbardziej trudne do zrozumienia, nie zwalniają nas z troski o ludzką godność każdego człowieka – nawet tego, który nas skrzywdził. W takim kontekście Jan Paweł II – jawi się jako obrońca godności człowieka.

  1. Odwaga w obronie ludzkiej godności

W trudnym zmaganiu o godność człowieka umacnia nas św. Paweł, który w czytanym dziś 2. Liście do Tymoteusza zapewnia nas: „Nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości oraz trzeźwego myślenia” (2 Tm 1,7). Niech te słowa Apostoła narodów będą źródłem nadziei dla wszystkich, którzy nie wątpią w słuszność takiej postawy. Żyjemy bowiem w czasach opanowanych przez ducha konkurencji; sumienie nie zawsze kontroluje komercyjny charakter mediów; emocje nieraz paraliżują sposób widzenia przeciwnika politycznego. Co więcej, dostrzegamy nawet brak opanowania i ewangelicznego ducha w postawach uczniów Chrystusa! Skomplikowane ludzkie reakcje nie mogą jednak naruszać godności człowieka. Moc miłości i trzeźwe myślenie pomogą nam w zmaganiu o godność człowieka, społeczeństwa i na- rodu, a także o godność rodziny ludzkiej.
4. Istota Dnia Papieskiego

Drodzy w Panu! To już za tydzień będziemy świętować w Kościele  w Polsce i w wielu miejscach na świecie kolejny Dzień Papieski. Podczas Mszy świętych, czuwań modlitewnych, nabożeństw będziemy zanosili błagania o rychłą kanonizację Sługi Bożego Jana Pawła II. Spotkanie z ambitną kulturą: koncerty, spektakle teatralne, sympozja pomogą nam zgłębić życie tego człowieka, którego dał nam Pan na nasze czasy. Dzięki zaangażowaniu coraz większej liczby ludzi dobrej woli – w tym radia, telewizji i prasy – Dzień Papieski zamienia się w tydzień przeżyć i pogłębionej refleksji.
On sam, Jan Paweł II, przemawiając do nas wielokrotnie w tym Dniu, wyrażał radość z powstania Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”. Serdecznie zachęcamy wszystkich, by w najbliższą niedzielę zechcieli wesprzeć swymi ofiarami tę cenną inicjatywę polskich biskupów. Fundacja bowiem obejmuje pomocą stypendialną ponad 1700 uczniów i studentów. Zdolni młodzi ludzie, pochodzący ze wsi i małych miast, objęci są programem edukacyjno-wychowawczym. Obok pomocy finansowej i formacji duchowo-religijnej poznają oni w czasie wakacji wielkie ośrodki miejskie, zwłaszcza uczelnie, by w przyszłości podjąć w nich studia. Wielu naszych stypendystów, po zdaniu matury już je podjęło. Poznali już Kraków, Warszawę, Trójmiasto, Poznań, a w tym roku byli we Wrocławiu. Wnikając w historię i w aktualną rzeczywistość Ojczyzny, spotykają się z ludźmi o ukształtowanym etosie patriotycznym i humanistycznym. Staje się to możliwe dzięki zbiórce ofiar pieniężnych, którą w przyszłą niedzielę przeprowadzą młodzi dla młodych. Dzięki naszej ofiarności rozwijają się wielkie talenty i realizują najskrytsze marzenia, a naród zyskuje wielu młodych ludzi, znakomicie wykształconych, dobrze przygotowanych do czekających ich zadań.

  1. Obrona życia obroną godności człowieka

Drodzy Bracia i Siostry! Tegoroczne hasło Dnia Papieskiego przypomina nam determinację, z jaką Jan Paweł II bronił godności każdego człowieka. Program tej obrony nakreślił już w swej pierwszej encyklice o Jezusie Chrystusie Odkupicielu człowieka. Godność człowieka, zagrożoną przez materializm praktyczny i cywilizację śmierci, ukazywał w swoim nauczaniu i całą swoją postawą. Bronił życia człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci. Na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych upominał się o godność każdego człowieka i narodów najbardziej zagrożonych. Jest to program pracy Kościoła, gdyż człowiek jest jego drogą. Dlatego w encyklice Evangelium vitae Ojciec Święty napisał: „Każde zagrożenie godności i życia człowieka głęboko wstrząsa samym sercem Kościoła, dotyka samej istoty jego wiary w odkupieńcze wcielenie Syna Bożego i przynagla Kościół, by pełnił swą misję głoszenia Ewangelii życia całemu światu i wszelkiemu stworzeniu” (EV 3).
Nie tylko wierzący, ale także wielu ludzi dobrej woli idzie w ślady Ojca Świętego i broni godności człowieka, broniąc jego życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Dlatego także w tym roku na Zamku Królewskim w Warszawie w przeddzień Dnia Papieskiego zostaną wręczone nagrody tym, którzy troszczą się o godność człowieka w duchu papieskiego nauczania.

  1. Chrześcijańskie świadectwo

Umiłowani w Panu! Święty Paweł, zwracając się do swojego umiłowanego ucznia Tymoteusza, woła dziś do nas wszystkich: „Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego, (…) weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według danej mocy Boga” (2 Tm 1,8). Drogę ku realizacji tego zadania wyznaczył nam Jan Paweł II – obrońca godności człowieka! Jako Jego pokolenie, podejmijmy i prowadźmy nadal Jego zmagania o godność człowieka, stworzonego na Obraz Boga i odkupionego przez mękę, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa.
W uroczystość Jasnogórskiej Królowej Polski błogosławimy wszystkim Rodakom:
Biskupi polscy

Bernard Margueritt – Inwestycja w rodzinę sposobem na recesję?

 

Bernard Margueritt Inwestycja w rodzinę sposobem na recesję?„Jeżeli jesteś biedny, nie masz innej możliwości, musisz zainwestować w rodzinę!”.Charles de Gaulle „Naród prawdziwie suwerenny i duchowo mocny jest zawsze złożony z mocnych rodzin. Rodzina to najważniejsza i zarazem fundamentalna ludzka społeczność. Rodzina jest drogą Kościoła, drogą pierwszą i z wielu względów najważniejszą”.Jan Paweł II, List do Rodzin Polityka prorodzinna jest konieczna z powodów zasadniczych, o których często wspomina Jan Paweł II. Nie może być autentycznej osoby ludzkiej bez autentycznej rodziny, a społeczeństwo, „rodzina rodzin”, nie może funkcjonować bez mocnych i zdrowych rodzin.W Polsce w okresie zaborów, niewoli hitlerowskiej i komunistycznej, właśnie na łonie rodziny zachowana została tożsamość narodowa, patriotyzm i kodeks etyczny odziedziczony po ojcach. Nawet polski język, kiedyś zagrożony, był broniony w tych dwóch filarach polskości: w polskim Kościele i w polskiej rodzinie.Wszyscy muszą stwierdzić, że tam gdzie rodzina jest rozbita, tam gdzie rodzą się dzieci nieślubne, tam gdzie zapomniano o wartościach moralnych, tam też jest największa nędza najwięcej bezrobocia najwięcej zabójstw, używania narkotyków. Jak wiadomo z badań, rozwód zwiększa 5 razy ryzyko, że dziecko będzie „patologiczne”. Obecnie zagubione zostało poczucie wartości, godności osoby ludzkiej, sensu istnienia.Francuski badacz Philipe Sanit Marc, autor znakomitej książki „L’Economie Barbare” (Barbarzyńska gospodarka), podaje dane ilustrujące niektóre skutki upadku rodziny jako całości: we Francji osoba samotna konsumuje 3 razy więcej alkoholu niż osoba w związku małżeńskim, a wśród tych, którzy spowodowali poważne wypadki w stanie nietrzeźwym, duży procent stanowią kawalerowie. Tak samo liczba samobójstw na 100.000 mieszkańców wynosi 33 wśród osób po ślubie, zaś 72 wśród kawalerów. Co więcej, człowiek żonaty popełnia 2 razy mniej przestępstw. Jego stan zdrowia jest również lepszy, z ryzykiem ataku serca 3 razy mniejszym niż u kawalera.
Polityka prorodzinna jest konieczna dlatego, że bez niej nie ma sprawiedliwości społecznej.Polityka prorodzinna w rzeczy samej nie ma nic wspólnego z polityką socjalną, jak często podkreśla wybitny znawca tematu, prof. Dider Lecaillon. Rodzina nie potrzebuje zapomogi, opiekuńczości (prócz skrajnych przypadków). Polityka socjalna ma na celu złagodzenie dramatu, zła (nędzy, bezrobocia, choroby). Rodzina nie jest złem. Polityka prorodzinna zatem redukuje tylko nierówności między tymi, którzy żyją lepiej dlatego, że nie mają dzieci i nie przyczyniają się do przyszłego bogactwa narodu, a rodzinami z dziećmi. Ci ostatni tworzą „kapitał ludzki”, od którego w coraz większym stopniu zależy rozwój kraju. Polityka prorodzinna jest jednym ze środków, które pozwalają zniwelować, przynajmniej w pewnym stopniu, ewidentną niesprawiedliwość, jaką jest nierównomierne obciążenie rodzin.W tej sytuacji można wyrazić zdziwienie, że były premier Leszek Balcerowicz przyznał niedawno w tygodniku „ Wprost”, iż dużo słyszy o polityce rodzinnej, ale nie wie, co to takiego. Jeżeli do takiej niewiedzy przyznaje się jeden z przywódców kraju, czego można oczekiwać?Istnieje wiele definicji polityki prorodzinnej. Można zaproponować panu Balcerowiczowi na przykład taką: „polityka prorodzinna to kompleksowa polityka oparta na afirmacji rodziny, tak, aby w pełni szanować godność każdej osoby, która ją tworzy i jednocześnie umożliwić harmonijny i ludzki rozwój społeczeństw, które są sumą rodzin”.Jeżeli odrzucamy politykę prorodzinna, jaka pozostaje alternatywa?
Jeżeli mówimy o inwestycjach i o pieniądzach, czy lepiej inwestować w politykę harmonijnego rozwoju, szanującą godność człowieka, czy wydawać potem pieniądze w beznadziejnej walce expost z konsekwencjami rozbicia rodzin, z narkomanią, zabójstwami i wszelkimi patologiami społecznymi? Czy lepiej inwestować w rodzinę, czy wydawać pieniądze na rozbudowanie służb policyjnych i budowę więzień? Czy lepiej gwarantować godność matki i ojca, czy pogodzić się z życiem w społeczeństwie „więziennym”, gdzie nie tylko przestępcy są za kratkami, ale i bogaci żyją pod strażą służb ochronnych w zamkniętych gettach?
Powinniśmy zrozumieć – a tu przykład Francji jest pomocny – że rodzina jest, jak twierdzi Lecaillon, „warunkiem dobrobytu”.
Prosperująca rodzina nie tylko pracuje wydajnie, ale tworzy rynek na dłuższą metę, a więc zabezpiecza postęp biznesu.Nie ma tu sprzeczności, lecz komplementarność. Nawet liberalni ekonomiści, jak np. noblista Gary Becker, zrozumieli, że postęp i rozwój zależą od mocnej pozycji rodziny.Generał de Gaulle, realizował taką politykę od 1944 roku. Dzięki temu Francja, z kiepskiego powojennego poziomu startowego, zaznała 30 lat imponującego rozwoju – ku zaskoczeniu większości „mądrych” ekonomistów. Co do mnie i chyba nie tylko ze względów patriotycznych przyznam, że zdecydowanie wolę generała de Gaulle’a od Balcerowicza!

Polityka prorodzinna i szacunek do wartości rodzinnych powinny znaleźć się w centrum zainteresowania mediów.Istnieje przecież odpowiedzialność dziennikarza wobec społeczeństwa! Skoro zadaniem rodziny jest kształcenie autentycznego i pełnego człowieka, który staje się również pełnowartościowym obywatelem, to więź między mediami a wartościami rodzinnymi jest oczywista.Wiemy jednak, że tak nie jest. Dlaczego? Bo dla wielu ludzi mediów zadaniem jest, jeżeli nie świadomie doprowadzić do demoralizacji, to po prostu zarabiać. Adresują swoje słowa nie do obywatela, któremu należy służyć, lecz do konsumenta, który jest źródłem zysku.Należy przypomnieć, iż rola pieniądza jest wieloraka. Z jednej strony właściciele pism czy telewizji my ślą przede wszystkim o zysku i o zarobkach. Z drugiej strony, ich cel jest szczery. Propagują cywilizację dzięki której istniej ą i prosperują: cywilizację, czy też pseudocywilizację materializmu praktycznego, konsumpcjonizmu i hedonizmu, faworyzowaną przez korporacje międzynarodowe.

Musimy nazywać rzeczy po imieniu: gazety propagujące sensacje i pornografię, telewizje polujące na gwałt i przemoc, istnieją nie tylko z chęci zysku, ale ze świadomej woli deprawowania społeczeństwa, aby stało się ono przedmiotem, cywilizacji konsumpcji, a nie podmiotem własnej egzystencji.W tym szaleństwie jest metoda. Wielkie siły biznesu międzynarodowego nie potrzebują światłych obywateli, świadomych swoich praw i dążących do nadawania sensu swojemu życiu. Wolą mieć do czynienia z ogłupionymi konsumentami, żyjącymi od jednej pseudoprzyjemności do następnej.W takiej sytuacji, mamy do czynienia z „dymisją” a nie z „misją” mediów. Nic dziwnego więc, że stopień aprobaty dla działalności dziennikarzy waha się w granicach 17-18% i to zarówno w Stanach Zjednoczonych, Anglii, we Francji czy też w Polsce. Nic dziwnego również, że Jan Paweł II musiał podczas pielgrzymi do Polski w 1991 roku zadawać smutne pytania: „Czy podstawowe zasady wolności nie zostały „wyrwane” z naszej gleby przez Złego, który pod różnymi ukrywa się postaciami? Czy nie zostały „wydziobane” przez rozkrzyczane ptactwo wielorakiej propagandy, publikacji, programów, które igrają z naszą ludzką słabością”? I papież ostrzegał: „Nie dać się uwikłać całej tej cywilizacji pożądania i użycia, która panoszy się wśród nas, korzystając z różnych środków przekazu i uwodzenia…”Problem nie dotyczy jedynie polityki wobec rodziny.Nie chodzi bowiem o zmianę kilku parametrów. W rzeczy samej – chodzi o wybór modelu społeczeństwa. Jeżeli naprawdę chcemy realizować politykę godności człowieka, szacunku dla osoby ludzkiej, musimy wpierw zrezygnować z polityki liberalizmu, indywidualizmu, hedonizmu, dążenia do wygody za wszelką cenę, nadmiernej tolerancji i konsumpcjonizmu. Musimy pamiętać, że nie abstrakcyjne wskaźniki (jak wzrost PKB), nie krótkotrwałe zyski, nie dobro wąskiej mniejszości są dla nas ważne. Chcemy budować cywilizację godności człowieka, cywilizację solidarności i sprawiedliwości społecznej. Jednym słowem, chcemy – słuchając nawoływań Ojca Świętego – budować wreszcie „cywilizację miłości”. Tylko w tym kontekście możemy szanować godność osoby ludzkiej, godność rodziny.Jutro będziemy razem w Unii europejskiej. Czy będzie ona Europą nie tylko biznesu, ale przede wszystkim ducha i wartości? Czy jeszcze raz nasz kontynent będzie w stanie dać przykład i budować, jak pragnie Ojciec Święty, „cywilizację miłości”? Jedno jest dla mnie pewne: cel ten nie może być osiągnięty bez Polski. Ale jakiej Polski? Niezależnie od chwilowych załamań, od rozczarowań, jestem głęboko przekonany, iż Polska, Polska Ojca Świętego, który namawia do powrotu do tego etosu, może walnie przyczynić się do sukcesu sił walczących o godność osoby ludzkiej, o sprawiedliwość społeczną, o cywilizację miłości.Bernard Margueritt jest dziennikarzem, przewodniczącym Międzynarodowego Forum Komunikacji, mieszka w Warszawie. za: Sprawy Rodziny, n r 57-58/20

Jan Paweł II – W trosce o godność rodziny

Jan Paweł IIW TROSCE O GODNOŚĆ RODZINYAudiencja Generalna. 1 grudnia 19991. Wspólnota chrześcijańska, aby odpowiednio przygotować się do Wielkiego Jubileuszu, musi podjąć poważne starania zmierzające do odkrycia na nowo wartości rodziny i małżeństwa (por. Tertio millennio adveniente, 51). Jest to tym bardziej pilne, że w naszych czasach wartość ta jest w znacznej mierze kwestionowana przez kulturę i społeczeństwo.
Kontestowane są nie tylko pewne wzory życia rodzinnego, które zmieniają się pod naciskiem przemian społecznych i nowych warunków pracy. W imię relatywistycznej etyki, rozpowszechniającej się w szerokich kręgach opinii publicznej i w prawodawstwie cywilnym, atakowana jest sama koncepcja rodziny jako wspólnoty, której podstawę stanowi małżeństwo mężczyzny i kobiety.
Kryzys rodziny staje się z kolei przyczyną kryzysu społeczeństwa. Liczne zjawiska patologiczne — od osamotnienia po przemoc i narkomanię — można tłumaczyć także tym, że rodziny straciły swą tożsamość i przestały odgrywać właściwą sobie rolę. Gdy upada rodzina, społeczeństwu zaczyna brakować tkanki łącznej, co pociąga za sobą katastrofalne skutki dla osób, zwłaszcza najsłabszych: dzieci, dorastającej młodzieży, niepełnosprawnych, chorych i w podeszłym wieku.
2. Trzeba zatem zachęcać do refleksji, która pomoże nie tylko wierzącym, lecz wszystkim ludziom dobrej woli w ponownym odkryciu wartości małżeństwa i rodziny. Czytamy w Katechizmie Kościoła Katolickiego: «Rodzina jest podstawową komórką życia społecznego. Jest naturalną społecznością, w której mężczyzna i kobieta są wezwani do daru z siebie w miłości i do przekazywania życia. Autorytet, stałość i życie w związkach rodzinnych stanowią podstawy wolności, bezpieczeństwa i braterstwa w społeczeństwie» (n. 2207).
Do ponownego odkrycia wartości rodziny można dojść samym rozumem, wsłuchując się w prawo moralne wypisane w ludzkim sercu. Jako wspólnota «zbudowana na miłości i ożywiana przez nią» (por. Familiaris consortio, 18), rodzina czerpie swą siłę z nieodwracalnego przymierza miłości, poprzez które mężczyzna i kobieta oddają się sobie nawzajem, stając się razem współpracownikami Boga w przekazywaniu daru życia.
Na podstawie tej źródłowej więzi miłości również relacje nawiązywane z innymi członkami rodziny i pomiędzy nimi powinny czerpać natchnienie z miłości oraz charakteryzować się serdecznością i wzajemną troską o siebie. Autentyczna miłość nie prowadzi rodziny do zamknięcia się w samej sobie, ale otwiera ją na całą społeczność, ponieważ mała rodzina domowa i wielka rodzina ludzka nie są sobie przeciwstawne, lecz pozostają w bliskim i sięgającym początków związku z sobą. U podstaw tego zagadnienia tkwi tajemnica Boga, którą właśnie rodzina przypomina w szczególny sposób. Jak bowiem napisałem kilka lat temu w Liście do Rodzin, «w świetle Nowego Testamentu widać wyraźnie, że odniesienia dla tej wspólnoty, jej prawzoru, należy szukać w Bogu samym. Zawiera się on w trynitarnej tajemnicy Jego Życia. Boskie ‚My’ jest przedwiecznym prawzorem dla ludzkiego ‚my’ — tego przede wszystkim, jakie mają stanowić mężczyzna i kobieta, stworzeni na obraz i podobieństwo Boga samego» (n. 6: «L’Osservatore Romano», wyd. polskie, n. 3/1994, s. 7).
3. Boże ojcostwo jest transcendentnym źródłem wszelkiego ludzkiego ojcostwa i macierzyństwa. Wpatrując się w nie z miłością, powinniśmy poczuć zobowiązanie do ponownego odkrycia tego bogactwa wspólnoty, rodzicielstwa i życia, które charakteryzują małżeństwo i rodzinę.
Nawiązują się w niej międzyosobowe więzi, w których każdemu powierzone jest — bez sztywnego schematyzmu — szczególne zadanie. Nie zamierzam tu rozważać społecznych i funkcjonalnych ról, stanowiących wyraz specyficznych kontekstów historycznych i kulturowych. Mam tu raczej na myśli ważną rolę, jaką we wzajemnej oblubieńczej więzi i wspólnym zadaniu bycia rodzicami odgrywają mężczyzna i kobieta, którzy są powołani do urzeczywistnienia swych naturalnych cech w obrębie głębokiej, wzbogacającej i pełnej poszanowania wspólnoty. «Tej ‚jedności dwojga’ Bóg powierzył nie tylko dzieło przekazywania życia i tworzenia rodziny, ale także zadanie budowania dziejów» (List do Kobiet, 8: «L’Osservatore Romano», wyd. polskie, n. 8-9/1995, s. 21).
4. Dziecko powinno być uważane za najwyższy wyraz komunii mężczyzny i kobiety, czyli wzajemnego przyjęcia-obdarowania, które spełnia się i wykracza poza siebie w «trzecim», właśnie w dziecku. Dziecko jest Bożym błogosławieństwem. Przemienia ono męża i żonę w ojca i matkę (por. Familiaris consortio, 21). Oboje «wychodzą z siebie» i wyrażają się w osobie, która choć jest owocem ich miłości, wychodzi poza nich.
W szczególny sposób należy odnieść do rodziny ideał wyrażony w modlitwie arcykapłańskiej, w której Jezus prosi, by Jego zjednoczenie z Ojcem objęło również uczniów (por. J 17, 11) oraz tych, którzy uwierzą ich słowu (por. J 17, 20-21). Rodzina chrześcijańska, «domowy Kościół» (por. Lumen gentium, 11), powołana jest do urzeczywistnienia tego ideału doskonałej komunii w sposób szczególny.
5. Zbliżając się do końca obecnego roku poświęconego rozważaniom o Bogu Ojcu, odkrywamy ponownie wartość rodziny w świetle Bożego ojcostwa. Kontemplując Boga Ojca możemy uświadomić sobie przede wszystkim szczególnie pilną potrzebę odpowiedzi na wyzwania obecnej chwili.
Wpatrywać się w Boga Ojca znaczy pojmować rodzinę jako miejsce, w którym przyjmuje się i otacza opieką życie, jako «laboratorium» braterstwa, gdzie z pomocą Ducha Chrystusowego tworzy się między ludźmi «nowe braterstwo i solidarność, prawdziwy odblask tajemnicy wzajemnego dawania i przyjmowania, właściwej Trójcy Przenajświętszej» (Evangelium vitae, 76).
Dzięki doświadczeniu odnowionych rodzin chrześcijańskich Kościół nauczy się krzewić pośród wszystkich członków wspólnoty bardziej rodzinny wymiar, przyjmując i rozpowszechniając bardziej ludzki i braterski styl w relacjach międzyosobowych.
Wśród tysięcy pielgrzymów, którzy zgromadzili się w Auli Pawła VI na audiencji generalnej 1 grudnia 1999 r., było obecnych ok. 500 Polaków. Zwracając się do nich, Ojciec Święty nawiązał do swojej czerwcowej wizyty w diecezji warszawsko-praskiej i włocławskiej.
Serdecznie pozdrawiam pielgrzymów z Polski!
1. Serdecznie pozdrawiam pielgrzymów z diecezji warszawsko-praskiej. Witam ks. bpa Kazimierza Romaniuka, przedstawicieli władz samorządowych województwa mazowieckiego, przedstawicieli duchowieństwa i wiernych.
Wspominam ze wzruszeniem moje spotkanie z diecezją i nawiedzenie waszej katedry. Dziękuję Bożej Opatrzności, że mogłem nawiedzić również Radzymin i spłacić dług wdzięczności wobec tych wszystkich, którzy w r. 1920 podjęli walkę z najeźdźcą i zwyciężyli. Ta historyczna bitwa, zwana również Cudem nad Wisłą, jest mi szczególnie bliska. Bardzo pragnąłem być w Radzyminie i to moje pragnienie się spełniło. Dzisiaj możemy, po dziesiątkach lat milczenia, znowu swobodnie mówić o Cudzie nad Wisłą. Dziękujemy Bogu za łaskę wolności, której tak bohatersko bronili żołnierze 1920 r.
2. Pozdrawiam także pielgrzymów z diecezji włocławskiej. Witam ks. bpa Bronisława Dembowskiego, a także pana wojewodę wielkopolskiego, prezydentów, burmistrzów miast i gmin. Witam księży dziekanów — przedstawicieli duchowieństwa, jak również przedstawicieli wiernych diecezji włocławskiej.
Dziękuję Opatrzności Bożej, że dane mi było po raz drugi nawiedzić Kościół włocławski. Pierwszy raz podczas pielgrzymki do Polski w r. 1991 miałem okazję spotkać się z wami we Włocławku, w tym roku nawiedziłem sanktuarium Matki Bożej w Licheniu. Dziękuję wam za serdeczne przyjęcie, a księżom marianom za przyjęcie mnie w Licheniu. Zawierzam Maryi całą waszą diecezję, zwłaszcza wasze rodziny, dzieci i młodzież, ludzi chorych, cierpiących i starszych. Niech Bolesna Pani Licheńska wyprasza u swego Syna łaskę wiary, nadziei i miłości.
Wszystkim dziękuję za przybycie, zwłaszcza za wasze modlitwy, które zawsze staram się odwzajemniać.

O. Karol Meissner – Świętość i sakramentalność małżeństwa

  1. KAROL MEISSNER OSBŚwiętość i sakramentalność małżeństwa1. Świętość małżeństwaBardzo trudno przychodzi współczesnemu człowiekowi myśleć o małżeństwie jako o rzeczywistości świętej czy o drodze do świętości. A jednak, każde prawdziwe małżeństwo 1 nawet zawarte przez pogan, jest w jakiś sposób święte. Mówi o tym papież Leon XIII w encyklice zaczynającej się od słów Arcanum divinae sapientiae. Etnograf Bronisław Malinowski, w swojej pracy pt. Magia, nauka, religia zauważa, że u wszystkich ludów małżeństwo, obok narodzin człowieka i jego śmierci, należy do takich szczególnych momentów życia, które mając jakiś wymiar społeczny, są otoczone obrzędami o charakterze religijnym. Zatem sakralność małżeństwa jest dostępna doświadczeniu wielu ludzi. Nie dzieje się tak może, przynajmniej obecnie, w naszej cywilizacji atlantyckiej, jak ją niektórzy nazywają, a to dlatego, że niemało ludzi tej cywilizacji pozwoliło się sprowadzić do jednego tylko wymiaru, który w języku religijnym nazywamy wymiarem doczesności. Myśliciele mówią o wymiarze horyzontalnym. W tej cywilizacji człowiek tak łatwo daje się spłaszczyć, nie rozwija swojego życia duchowego, poprzestaje na wrażeniach, wyrzeka się wolności. Sądząc z stale rosnącej ilości rozwodów, zdarza się — i chyba nierzadko — że nawet małżeństwo nie jest wynikiem jakiegoś świadomego wyboru, wiążącego na całe życie. Człowiek współczesny dał się zamknąć w pułapce konwencji, w pułapce szarego życia. I dlatego trudno temu człowiekowi pojąć, że to szare życie jest też, czy może być, miejscem spotkania z Bogiem.
    Tymczasem nasza religia, religia objawiająca nam, że Syn Boży stał się człowiekiem, pokazuje nam, jak bardzo blisko jest Bóg każdego z nas, nawet w bardzo szarej, zwyczajnej codzienności życia. Tak, jak był bardzo blisko człowieka w stajence betlejemskiej, jak był bardzo blisko człowieka przy studni w Samarii, jak był bardzo blisko człowieka wtedy, kiedy skazany na śmierć niósł swój krzyż podobnie do współskazanych z Nim towarzyszy. Trudno jednak nam, chrześcijanom, pomijać temat świętości. Skoro zaś trudno jest człowiekowi dzisiejszemu mówić o świętości życia w ogóle, a zwłaszcza o świętości małżeństwa, zacznijmy po prostu do analizy tego, czym jest świętość. Jest bowiem przedmiotem naszej wiary to, że małżeństwo jest jedno, święte i nierozerwalne.1.1 Kilka uwag o świętości w ogóleŚwiętość jest określeniem zaczerpniętym z języka religii objawionej. We Mszy św., w charyzmatycznym hymnie Chwała na wysokości Bogu, śpiewamy: Albowiem tylko Tyś jest Święty, tylko Tyś jest Panem, tylko Tyś Najwyższy. Izajasz prorok otrzymując objawienie majestatu Boga widzi Serafiny stojące przed obliczem Najwyższego i powtarzające: Święty, święty, święty Pan, Bóg kosmosu! (Iz 6,1–3). Tak należałoby bowiem rozumieć wyraz Zastępy, bo chodzi tu o uporządkowane szeregi gwiazd, więc właśnie o kosmos. Święty jest ten, który jest Najwyższy. Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej. Chwała Pana w Piśmie Świętym to jest widzialny dla człowieka, rozpoznawalny dla niego przejaw wszechmocy Stwórcy. Człowiek, który myśli, może dostrzec tę chwałę Bożą w stworzeniu. Jest ono śladem Boga. Potrafi to jednak dostrzec tylko ktoś, kto myśli. Św. Paweł w Liście do Rzymian zwraca uwagę na tę odpowiedzialność człowieka za rozumne spojrzenie na świat: Gniew Boży ujawnia się z nieba na wszelką bezbożność i nieprawość tych ludzi, którzy przez nieprawość nakładają prawdzie pęta. To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty — wiekuista Jego potęga oraz bóstwo — stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak, że nie mogą się wymówić od winy (Rz 1,18–20). Człowiek rozgląda się, patrzy, myśli, poznaje. Może więc dojść do takiego wniosku, do jakiego dochodzi Psalmista: Jak liczne są dzieła Twoje, Panie! Ty wszystko mądrze uczyniłeś (Ps 104,24). To jest właśnie chwała Boża. Świętość — to wyniesienie Najwyższego, wyniesienie Stwórcy ponad wszystko, co jest stworzone, co jest poniżej Niego. Święty jest Stwórca, który mieszka w światłości niedostępnej. Boga nikt nigdy nie widział (J 1,18). Jest wyniesiony ponad wszystko, Święty, .
    Ten Święty, wyniesiony ponad wszystko Stwórca Wszechrzeczy, posyła swego Syna, który staje się człowiekiem, i przechodzi przez ten świat, żeby udzielić człowiekowi świętości, tzn. samego Siebie. Posyła swojego Ducha Świętego, Ducha uświęcającego, który zamieszkuje wśród ludzi, w ludziach (J 14,16–17; 1 Kor 6,19 i w.in.), który sprawia, że ludzie stają się przebóstwieni, święci. Już w Starym Testamencie Pan Bóg uświadamia ludziom, że mają być świętymi, bo On jest święty, a oni są Jego ludem wybranym (Kpł 11,44; Lb 15,40–41); Zbliżając się do Tego, który jest żywym kamieniem, odrzuconym wprawdzie przez ludzi, ale u Boga wybranym i drogocennym, wy również, niby żywe kamienie, jesteście budowani jako duchowa świątynia, by stanowić święte kapłaństwo, dla składania duchowych ofiar, przyjemnych Bogu (…) Wy jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem Bogu na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła potęgi Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła (1P 2,4–5. 9). W całym postępowaniu stańcie się wy również świętymi na wzór Świętego, który was powołał, gdyż jest napisane: «Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty» (1P 1,15–16).
    Te słowa nas uczą, że człowiek staje się uczestnikiem wyniesienia Boga ponad rzeczywistość poziomą, horyzontalną. Ta tęsknota za tym czymś więcej jest w człowieku zaszczepiona. Zastanawiają się teologowie, czy człowiek może w naturalny sposób pragnąć porządku nadnaturalnego, nadprzyrodzonego, nad–poziomego. Nie jest naszym zadaniem podejmowanie w tej chwili tego tematu. To jednak wiemy, że my wszyscy, którzy jesteśmy ochrzczeni zostaliśmy otwarci — właśnie przez chrzest — na tę rzeczywistość nadprzyrodzoną. Została stworzona w nas — jak mówią niektórzy — sfera, która sprawia, że nigdy nic z tego, co jest doczesne, nie zdoła nas zaspokoić, napełnić. Jesteśmy zaszczepieni nieśmiertelnością.
    Tak więc nasza świętość, to nasz związek z Bogiem, nasze napełnienie Bogiem. Jednocześnie ta świętość — jak wynika ze słów św. Piotra — jest zadaniem: Świętymi bądźcie. Tę myśl głosi nieustannie św. Paweł: Przytoczmy dla przykładu kilka zdań z listu do Efezjan: Bądźcie naśladowcami Boga jako dzieci umiłowane (Ef 5,1), Trzeba porzucić dawnego człowieka… odnawiać się duchem w myśleniu i przyoblec człowieka nowego, stworzonego według Boga w sprawiedliwości i prawdziwej świętości (Ef 4,23–24), Jesteście Światłością w Panu, postępujcie jak dzieci światłości (Ef 5,8). Świętość więc jest nie tylko uczestnictwem w świętości Najwyższego, jest równocześnie dla nas zadaniem. Mamy nieustannie wychodzić ku świętości, z poziomu horyzontalnego ku temu, co modnie się nazywa teraz kierunkiem wertykalnym, pionowym. Św. Paweł często zestawia takie przeciwieństwa: cielesność — duchowość (ciało — duch — np. 1 Kor 3,1; Ga 5,16–17), to co ziemskie — to co niebieskie, co w górze (1 Kor 15,47–49; Kol 3,1–2), ciemność — światło (Ef 5,8), niewola — wolność (Ga 5,1) itp. Wśród takich przeciwieństw żyjemy i dążenie do tego, co duchowe, co niebieskie, co w górze itd. jest naszym zadaniem: to jest zadanie dążenia do świętości.1.2 KonsekracjaZanim przejdziemy do rozważania małżeństwa jako rzeczywistości świętej, zwróćmy jeszcze uwagę na związany ze świętością termin teologiczny, jakim jest konsekracja. Konsekracja jest to szczególnego rodzaju poświęcenie czy błogosławieństwo udzielane przez kogoś odpowiedzialnego za życie religijne. Na ogół będzie to duszpasterz, biskup, kapłan. Konsekracja jest wyłączeniem jakiejś rzeczy czy jakiegoś człowieka z porządku doczesnego i niejako oddanie tej rzeczy czy tego człowieka Najwyższemu, który jest Święty. Konsekracja jest wyrazem pochodzenia łacińskiego. Przedrostek con– znaczy tyle co: z, wspólnie. Sacrum — to właśnie święte. Stąd konsekracja — to zjednoczenie kogoś czy czegoś ze świętością, uczynienie kogoś czy czegoś uczestnikiem świętości, współ–świętym, czyli przeznaczonym dla Boga. W cytowanym wyżej tekście z listu św. Piotra są słowa wyrażające to, czym jest konsekracja: jesteście ludem na własność Bogu przeznaczonym. Konsekruje się np. kościoły. To już nie jest budynek przeznaczony do jakichś świeckich — czyli światowych, doczesnych — działań. To jest budynek konsekrowany, czyli na własność Bogu przeznaczony. Dokonuje się konsekracji naczyń liturgicznych: kielicha, pateny. One są konsekrowane, przeznaczone tylko do użytku świętego, tylko dla Boga.
    Człowiek też może być konsekrowany, tylko na własność Bogu przeznaczony. Są trzy sakramenty, które konsekrują człowieka w sposób trwały, co oznacza, że przestaje on być ograniczony do uczestnictwa w rzeczach światowych, doczesnych, bo zostaje przeznaczony do spraw Bożych. Tym samym to wszystko, co działa w porządku doczesnym uzyskuje jakiś inny, Boży wymiar. Pierwszym z tych sakramentów konsekrujących jest chrzest. Drugim jest bierzmowanie. Trzecim jest kapłaństwo.
    Do sakramentów konsekrujących zaliczyć też można małżeństwo. Ten sakrament też jest niepowtarzalny dopóki człowiek żyje. Ten sakrament konsekruje, czyli poświęca, nie tyle ludzi, ile więź między nimi 2. Wspomnieliśmy, że we wszystkich religiach małżeństwo jest związane z doświadczeniem jakiejś świętej tajemnicy. Małżonkom katolickim przypomina kapłan błogosławiący małżeństwo słowa Chrystusa: Co tedy Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela. Te słowa określają sens konsekracji małżeństwa. To Bóg je połączył. Bóg jest twórcą tej więzi, która otrzymała określone miejsce i zadania w Bożym planie zbawienia..
    Trzeba, by osoby żyjące w małżeństwie zdały sobie sprawę z tego, że ich małżeństwo powstało wprawdzie na skutek ich decyzji, ale ta decyzja została podjęta w wyniku pewnego procesu, który zaczął się w nich bez udziału ich woli. Małżonkowie, którzy zastanawiają się nad tym, jak to się stało, ze zainteresowali się sobą i zbliżyli się do siebie, przyznają, że to nie oni zapoczątkowali ten proces. On się jakoś w nich wziął. Na ogół, analiza przeżyć kochających się małżeństw nie potrafi wyjaśnić, dlaczego właściwie te osoby się pokochały. Jest w tym jakaś tajemnica. Ta właśnie więź, która powstaje między małżonkami, mająca znamiona czegoś przedziwnego, zostaje przez moc sakramentu konsekrowana, wyłączona tylko z porządku doczesnego, oddana Bogu.
    Z kolei wypada się zastanowić i w jakiś sposób wyjaśnić, na czym polega świętość i konsekracja małżeństwa. Dlaczego małżeństwo jest święte?1.3 Pierwsze źródło świętości małżeństwa — ustanowienie przez BogaŚwiętość jest określeniem zrozumiałym w porządku wiary. Odnosząc małżeństwo do porządku wiary można wymienić trzy aspekty, czy trojakie źródło świętości małżeństwa. Przede wszystkim jest przedmiotem naszej wiary, że małżeństwo zostało ustanowione przez Boga. W encyklice Pawła VI Humanae vitae czytamy: Małżeństwo nie jest wynikiem jakiegoś przypadku lub owocem ewolucji ślepych sił przyrody. Bóg Stwórca ustanowił je mądrze i opatrznościowo w tym celu, aby urzeczywistniać w ludziach swój plan miłości (nr 8). Przytaczając naukę Soboru Watykańskiego II Katechizm Kościoła Katolickiego mówi: Głęboka wspólnota życia i miłości małżeńskiej ustanowiona przez Boga i unormowana Jego prawami zawiązuje się przez przymierze małżeńskie… Sam bowiem Bóg jest twórcą małżeństwa 3 … Małżeństwo nie jest instytucją czysto ludzką, chociaż w ciągu wieków mogło ulegać różnym zmianom w różnych kulturach. Ustanowienie przez Boga jest więc pierwszym źródłem świętości małżeństwa. 4. Właśnie dlatego w rzeczywistości doczesnej małżeństwo jest nierozerwalne. Trwa jednak tylko dopóty, dopóki oboje małżonkowie żyją. Gdy jedno z nich odejdzie do wieczności, druga osoba, która pozostaje w tej doczesności, może połączyć się z kimś innym prawdziwym, trwałym w doczesności węzłem małżeńskim. Wydaje się, że fakt, iż małżeństwo jest rzeczywistością doczesną i tylko dla doczesności przeznaczoną tzn. ustanowioną przez Pana Boga tylko dla tego czasu, przemawia za tym, że ustanowienie małżeństwa uważać trzeba za rzeczywistość odrębną od aktu stworzenia człowieka i nie związaną z konstytucją osoby ludzkiej.1.4 Drugie źródło świętości małżeństwa — uczestnictwo w prawach BogaDrugim źródłem świętości małżeństwa jest tajemnica człowieka, który małżeństwo zawiera. Człowiek jest naprawdę wielką tajemnicą. O małżeństwie mówi św. Paweł: Tajemnica to jest wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła (Ef 5,32). Rozmawiając z ludźmi żyjącymi w małżeństwie stwierdzamy, że mają oni świadomość przynależenia do siebie wzajemnie. Mąż mówi o żonie moja żona, żona mówi o mężu mój mąż. Bolałoby małżonków, gdyby ktoś spoza małżeństwa popsuł wzajemny układ czy rościłby sobie prawo do któregoś z nich. 5. Wtedy bowiem pojawi się jakieś wewnętrzne rozbicie, rozdarcie wspólnoty małżeńskiej. Ktoś trzeci wszedł w tę wspólnotę, która z istoty rzeczy nie dopuszcza nikogo trzeciego. Jej cechą jest jakaś wyłączność.
    Powstaje zatem pytanie: Skąd się bierze ta świadomość współprzynależenia do siebie? Jaką drogą może człowiek wejść w stosunek przynależności do drugiego człowieka? Czy człowiek może dać drugiemu człowiekowi prawa do siebie? Jeśli tak, to na jakiej podstawie? Bo przecież stwierdzenia: mój mąż, moja żona, świadczą o pewnych uprawnieniach męża do osoby żony i odwrotnie. Sobór Watykański II mówi, że małżeństwo powstaje w wyniku wzajemnego daru i przyjęcia go. Skąd jednak płynie prawo do złożenia daru z siebie samego? Człowiek nie ma takiego władztwa nad sobą, żeby mógł się komuś oddać. Jeżeli nie może sobie dać uciąć ręki, to jak może oddać komuś siebie samego? Osoba ludzka nie ma takiego władztwa nad sobą. Człowiek jest taką istotą, której przysługuje godność wyrażająca się między innymi tym, że przysługują jej prawa określane mianem niezbywalnych, to znaczy takich, których ani nie godzi się człowieka pozbawiać, ani on sam nie może się ich wyzbyć. Mówimy w filozofii chrześcijańskiej o nieodstępności osoby. Nieodstępność osoby ludzkiej sprawia, że człowiek nie może dać nikomu praw do siebie, nie jest w mocy nikomu się oddać. Nikt nie może rościć sobie prawa do osoby 6.
    Otóż stwierdzenie, że to sam Stwórca ustanowił małżeństwo, oznacza, że on sam dopuszcza w ten sposób mężczyznę i kobietę do uczestniczenia w swoim prawie do osób ludzkich i jednocześnie do uczestniczenia w Jego najwyższym prawie do zapoczątkowania ludzkiego życia.
    Warto może przy tej okazji zwrócić uwagę na to, że o ile Najwyższy, i tylko On, ma jako Stwórca prawo do człowieka, to z drugiej strony jako Ojciec udzieliwszy nam swego Ducha daje nam w swoim Synu prawo do Siebie. Psalmista wyznaje: Należę do Ciebie (Ps 119,94 — w tłumaczeniu łacińskim: Twoim ja jestem…) A Bóg przez całe wieki oświadcza: Ja jestem Pan Bóg twój (Pwt 5,8 i w.in.). Jakże wymowne jest słowo oblubienicy w Pieśni nad pieśniami, która mówi: Mój miły jest mój, a ja jestem Jego… (2,16). Pan Bóg daje nam więc prawo do siebie, On jest naprawdę naszym Bogiem, Bogiem dla nas, Bogiem z nami.
    W tym świetle tajemnica małżeństwa ujawnia całą swoją głębię. Przynależenie osób do siebie — tylko w małżeństwie możliwe — jest obrazem wzajemnego przynależenia Boga i człowieka. Dotykamy tajemnicy świętości małżeństwa ze względu na świętość osoby. Mianowicie, rzeczywiście Pan Bóg ustanowił małżeństwo, tzn. dopuścił człowieka do praw, które przysługują tylko Jemu. Pan Jezus mówi: Co Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela (Mt 19,6). Toteż jeśli mężczyzna i kobieta oświadczają sobie: Ja biorę sobie ciebie za żonę czy …za męża, może to mieć skutek, jaki ma, tylko dlatego, że Pan Bóg ustanowił ów porządek, że skoro te dwie osoby podejmują taką decyzję, takie postanowienie, to Najwyższy dopuszcza ich do uczestniczenia w swoim władztwie nad nimi. Na tej podstawie mąż uzyskuje prawa do żony, żona uzyskuje prawa do męża. To Bóg ich złączył. Małżonkowie są złączeni w Panu. Można by traktować małżeństwo jako uproszenie Pana Boga, żeby zawierający je mogli się ze sobą połączyć w Bogu. Jest jakieś świętokradztwo w tym, że ludzie żyjący w małżeństwie uzurpują sobie prawo do tego, by decydować o jakichś faktach w życiu małżeńskim, do których nie mają prawa. Nie mają między innymi prawa decydowania o porządku moralnym.1.5 Trzecie źródło świętości małżeństwa — zadaniaI wreszcie trzecia rzeczywistość świętości małżeństwa to świętość zadań.
    Pierwsze zadanie, które stoi przed małżonkami, płynie z charakteru ich wzajemnej więzi. Mąż i żona są wspólnotą osób: głęboką wspólnotą życia i miłości 7. Małżeństwo jest jednością. Ta jedność jest czymś, co się sprzeciwia rozkładowi, jaki wprowadza w świat szatan. Szatan rozbija wszelką jedność. Był zabójcą od początku (J 8,44). Nienawidzi jedności, dlatego też nienawidzi małżeństwa. Małżonkowie tworzą tę jedność pomimo wszystkich trudności, jakie się mogą pojawiać w ich życiu. Co więcej, fundamentem tej jedności jest ślubowana przez nich wzajemnie miłość. Przedziwna rzeczywistość miłości, która powstała z Bożego źródła miłości… i włącza się w miłość Bożą 8. Oto stoi przed małżonkami takie zadanie: miłość Boża rozlana jest w ich sercach przez Ducha Świętego, który został im dany (p. Rz 5,5). Pan Jezus daje przykazanie miłości, nowe przykazanie, aby się wzajemnie miłowali, jak On sam ich umiłował (p. J 13,34 i 15,12). Miłość męża do żny i żony do męża nie może być na miarę ich własnych wyobrażeń. Zarówno mąż, jak i żona powinni zapytać Pana Boga: Duchu Święty, jak ty chcesz, bym kochał żonę, bym kochała męża? Jest to zupełnie inna perspektywa miłości, bardzo jednak prawdziwa, bo takie jest doświadczenie kochających się małżeństw. Rozumieją się one bez słów, jest w nich jakaś troska np. o to, żeby współmałżonek się nie niepokoił: Muszę zadzwonić do domu, żeby się żona nie niepokoiła — słyszymy nieraz. Jest w kochających się małżeństwach jakieś stałe myślenie o sobie wzajemnie, jakaś stała przy sobie obecność.
    W tej perspektywie trzeba dopiero widzieć rzeczywistość płci i życia płciowego. Na ile ta rzeczywistość cielesna, jaką jest rzeczywistość płci, powinna stać się rzeczywistością duchową, wychodzić poza porządek doczesny?
    Płciowość jest nieodłącznie powiązana ze zdolnością przekazywania życia. Jak bardzo potrzebną jest rzeczą, żeby człowiek zrozumiał związek tajemnicy początku ludzkiego życia z tajemnicą tego, co małżonków łączy i uszanował tajemnicę tego początku. Przecież do tego życia, z tym życiem, które rodzice przekazują dziecku, sam Bóg stwarza nieśmiertelną duszę. Czwarte przykazanie: Czcij ojca swego i matkę swoją jest postawione zaraz po trzech pierwszych przykazaniach, których treścią jest cześć dla Boga. Zadanie przekazywania życia jest więc też źródłem świętości małżeństwa, łączy bowiem małżonków w szczególny sposób z Bogiem–Stwórcą. Niedolą dzisiejszego człowieka jest niedostatek, jeśli nie zanik, uszanowania dla tajemnicy płciowości, a tym samym dla tajemnicy życia, dla człowieka i w ostateczności dla Pana Boga. Wyrazem takiego braku szacunku jest nie tylko uzurpowanie sobie prawa do pozbawienia kogoś życia, ale przecież również laboratoryjne zapoczątkowywanie ludzkiego życia, czy podejmowane eksperymenty na ludziach w pierwszym stadium ich rozwoju. Trudno przewidzieć, co będzie następstwem takiego stosunku do życia i do człowieka. Istnieje powiedzenie, że Pan Bóg przebacza zawsze, człowiek czasami, ale natura nigdy. Toteż nie można się dziwić, że tak wielu ludzi żyje bez poczucia sensu życia, w jakiejś filozofii rozpaczy.
    Jest jeszcze jedno zadanie, które stoi przed małżeństwem, a które jest także świętym zadaniem. Chodzi o dzieło wychowania dziecka. Rodzice są dla dzieci pierwszymi zwias–tunami, pierwszymi świadkami wiary 9. Nasza religia jest religią obietnicy. To przez rodziców dziecko staje się dziedzicem obietnicy życia wiecznego. Nie ma innej religii na świecie, która dawałaby człowiekowi obietnicę życia wiecznego. Rodzice przekazują dzieciom życie nie tylko dlatego, żeby żyły, ale dlatego, żeby zostały zbawione. Na tę drogę do zbawienia prowadzi wychowanie.2. Sakramentalność małżeństwaPo przedstawieniu istotowej świętości małżeństwa jako związku ustanowionego przez Boga, złączonego przez Boga i powołanego do wykonania świętych zadań, wypada z kolei przejść do omówienia tej szczególnej postaci świętości małżeństwa, jaką jest jego charakter sakramentalny.
    Przymierze małżeńskie, przez które mężczyzna i kobieta tworzą ze sobą wspólnotę całego życia,… zostało między ochrzczonymi podniesione przez Chrystusa Pana do godności sakramentu 10. Przypomnijmy zatem przede wszystkim, czym są sakramenty?
    Katechizm Kościoła Katolickiego omawia tajemnicę porządku sakramentalnego w drugiej części, w jej pierwszym dziale, zatytułowanym: Ekonomia sakramentalna 11. Są to święte obrzędy ustanowione przez pana Jezusa, Zbawiciela świata 12. Sakramenty należą do porządku zbawienia: jest w nich obecny Chrystus, aby przez nie, dzięki posłaniu Ducha Świętego 13 urzeczywistnić dokonane przez siebie dzieło zbawienia 14. Rozważanie tajemnicy zbawienia wyrywa z serca św. Pawła hymn uwielbienia i dziękczynienia 15. Zbawienie ludzi jest odwiecznym zamysłem Boga: dzięki niosącej zbawienie śmierci Chrystusa, opatrzeni pieczęcią Ducha Świętego, dostępujemy odpuszczenia występków, a zjednoczeni z Chrystusem istniejemy ku chwale Majestatu Najwyższego, dostępując udziału w wiecznej Jego chwale, jako święte i nieskalane Jego dzieci.
    Zatem dzieło zbawienia — to uwolnienie człowieka z niewoli grzechu i otwarcie przed człowiekiem bogactwa życia wiecznego.
    Skoro sakramenty należą do porządku zbawienia i jemu służą, a porządek ten wyprowadza człowieka z sytuacji grzechu i leczy rany przez grzech zadane, chcąc przystąpić do rozważania sakramentalności małżeństwa, trzeba zastanowić się przede wszystkim, w jaki sposób grzech zakłócił ład świętości w małżeństwie, a następnie przejść do rozważań na temat uzdrawiania małżeństwa przez łaskę sakramentalną..2.1 Zamysł BożyPierwsi rodzice byli małżeństwem z ustanowienia Bożego. Stanowili więc najgłębszą wspólnotę ludzi. Żona — to kość z kości i ciało z ciała 16 męża, to ktoś najbliższy. Nie ma innej istoty tak bliskiej Adamowi, jak jego żona. I odwrotnie, nikt nie może być Ewie tak bliski, jak Adam. Nad ich wspólnotą był tylko Najwyższy. Najwyższy rozmawia z tą wspólnotą, błogosławi jej i wyznacza jej zadania. Pragnie jakiejś wymiany darów i miłości. Oddaje im cały ogród Edenu ze wszystkimi drzewami i ich owocami. Z tego daru miłości mieli oni zachować dla Pana Boga jedno drzewo i jego owoce. To jedno drzewo mają oni bezinteresownie pielęgnować dla Stwórcy, dla Ojca, jako wyraz ich miłości do Boga.2.2 Zburzenie ładu przez grzechNie tu jest miejsce na opisywanie czy analizowanie wielkiej próby miłości pierwszych rodziców 17.
    Próba miłości do Boga jest równocześnie próbą dla wspólnoty Adama i Ewy. Przykazanie otrzymał od Boga Adam 18. Ewa od niego wiedziała o Bożym poleceniu. Może dlatego Kusiciel zwraca się do niej? W każdym razie Drzewo Boże rodzi owoce, które są dobre do jedzenia i piękne na wejrzenie. Próba w tym małżeństwie wygląda tak: jeden z małżonków, ten mianowicie, który z ust drugiego poznał wolę Boga, zrywa owoc, sam spożywa i podaje go współmałżonkowi. Ten bierze owoc i spożywa. Rani to w istotny sposób tę wspólnotę. Osoba najbliższa, która miała wielkie zadanie bycia pomocą, staje się kimś, kto prowadzi do złego.
    Ten fakt zmienia radykalnie sytuację tej wspólnoty małżeńskiej. Pełna równość między małżonkami, ufność, harmonia, jedność między nimi, ulega całkowitemu przekształceniu. Pan Bóg powiedział: Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania; ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz. 19. Tymczasem przez zerwanie owocu, przez spożycie go i podanie drugiemu człowiekowi, żona zrywająca owoc staje w miejscu Boga, czyni się nowym prawodawcą, nowym autorytetem. Mąż natomiast, który przyjmuje owoc, stawia swą współmałżonkę w miejscu Boga. Przecież on słyszał słowo Boga, słyszał Jego przykazanie dane mu dla dobra ich wspólnoty, dane mu, aby żyli. Mimo to, bierze od współmałżonki owoc i spożywa go.
    Powstaje sytuacja istotnego zburzenia porządku nie tylko w relacjach małżeńskich, ale w ogóle w relacjach międzyludzkich. Już nie ma równości, nie ma jedności w ludzkiej wspólnocie, zostaje zawiedziona ufność, nie ma miłości. Człowiek stanął nad człowiekiem, człowiek ma pod sobą człowieka. Oto pierwszy i zasadniczy społeczny skutek grzechu. Człowiek postawił człowieka w miejscu Boga, przypisując człowiekowi w pewnym sensie autorytet Boga i tracąc świadomość swej godności dziecka Bożego. To skutek drugi. A wreszcie, człowiek zasłania drugiemu człowiekowi Boga. To skutek trzeci. Sytuacja ta ukazuje ponadto przemożny wpływ kobiety na mężczyznę. Księgi Mądrościowe w drastycznej nieraz formie ukazują tę rzeczywistość.
    Skutki grzechu, które w dramatyczny sposób ujawniają się w życiu społecznym, kaleczą w pierwszym rzędzie wspólnotę małżeńską. Pierwotna harmonijna równość i współdziałanie, przekształca się w upokarzające podporządkowanie współistniejące z żądzą: Ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą. 20. Kobieta, która miała być pomocą dla mężczyzny 21 z jednej strony wywiera na niego niszczący wpływ, a z drugiej strony zniszczony mężczyzna kaleczy bezpowrotnie życie kobiety. Ileż to razy, np. kapłan opuszcza kapłaństwo dla jakiejś kobiety, która staje mu w miejscu Pan Boga, i robi to, jak się wydaje, bez skrępowania. Z drugiej strony dla przykładu 1/3 małżeństw w większych miastach naszego kraju jest rozwiedziona. W samym Poznaniu jest 10 tys. kobiet, które samotnie wychowują 30 tys. dzieci. Pomyślmy o tej rzeszy ludzi, żyjących bez żadnego wzorca miłującej się wspólnoty. Stary Testament ukazuje tę sytuację upodlenia kobiety. Już Lamek bierze dwie żony, stopniowo rozwija się wielożeństwo 22. Można było dziewczynę wydać za mąż bez jej wiedzy, można ją sprzedawać, traktować jak rzecz, dobytek. Bóg dając swe przykazania uwidacznia ówczesną sytuację kobiety: Nie pożądaj żony bliźniego twego, ani żadnej rzeczy, która jego jest. Prawo Mojżeszowe też odzwierciedla ten upadek godności kobiety.2.3 Skutki grzechu w człowiekuGrzech pierwszych rodziców powoduje rozdarcie w samym człowieku. Człowiek doświadcza wewnętrznego rozdarcia. Dramatyczne wyznanie św. Pawła pokazuje, jak bardzo nasza ludzka natura stała się rozdarta i zbuntowana: Jestem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę… A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło. Albowiem wewnętrzny człowiek we mnie ma upodobania zgodne z prawem Bożym. W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i podbija mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach. Nieszczęsny ja człowiek! 23.
    Te skutki w bolesny sposób ujawniają się w życiu płciowym. Jest to w pełni zrozumiałe. Ponieważ życie płciowe łączy dwie osoby i dotyczy jakoś bardzo wewnętrznego ich zjednoczenia jako osób, zatem staje się bardzo delikatnym wykładnikiem stosunku do drugiego człowieka. Gdzie na miejsce prawdziwej miłości wchodzą emocje, uczucia, najrozmaitsze pożądania, nie tylko seksualne, tam człowiek będzie traktowany służebnie względem tych właśnie emocji. Bardzo boleśnie odczuwają to kobiety, które ulegając fascynacji uczuciami, nie zdają sobie sprawy z tego, że ich doświadczenia wewnętrzne nie odpowiadają reakcji mężczyzn. Ich oczekiwania uczuciowe częstokroć rodzą w mężczyźnie oczekiwania innego rzędu: pożądanie przeżycia, doznania, doświadczenia czegoś cielesnego, a nie uczuciowego. Jest to ogromnie bolesne doświadczenie większości małżeństw.2.4 Społeczne skutki grzechuGłęboki nieład kaleczy strukturę życia społecznego. Pierwszy grzech opisany po grzechu pierworodnym to zabójstwo człowieka przez człowieka. I to brata przez brata. Wszystkie systemy totalitarne czy ideologie, z jednej strony stawiają człowieka w miejscu Pana Boga, a z drugiej strony podporządkowują bezlitośnie człowieka człowiekowi. Pan Jezus przedstawia tę sytuację w słowach: Władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. 24. Zamiast harmonijnej równości między ludźmi powstaje jakaś dramatyczna hierarchiczność Rodzi się nieufność i przemoc.
    Nawet ziemia, która była poddana człowiekowi, w wyniku zburzenia porządku, zaczyna się buntować przeciwko niemu, rodzi człowiekowi chwasty, ciernie. Człowiek musi pracować w pocie czoła, żeby wydała owoc, który przedtem był bez trudu osiągalny.2.5 Boża naprawa: zbawienie poprzez porządek sakramentalnyW ten głęboko zakłócony porządek wkracza Pan swoją miłością miłosierną. Nie może człowiek zniszczyć zamysłu Bożego. Zbawczy zamysł, który Pan Bóg miał, nieodmiennie trwa. Człowiek wprowadził nieład, zasłaniając sobą Boga, stając pomiędzy drugim człowiekiem a Bogiem. Diabłu się zdawało, że zwyciężył. bo zburzył porządek Boży, bo człowiek stanął w miejscu Pana Boga. To tak wyglądało. A tymczasem Pan Bóg, miłujący, pochyla się nad człowiekiem i szanując jego wolę, akceptuje powstałą sytuację, ale akceptuje, naprawiając ją w przedziwny sposób. Ojciec niebieski posyła swojego Syna, który staje się człowiekiem i — jako Bóg — staje się jedynym pośrednikiem pomiędzy Ojcem i ludźmi. Nie ma innej drogi do Ojca, jak tylko przez Syna, Boga–człowieka 25. Pan Bóg rozwiązuje więc problem grzechu po Bożemu. Owszem, między człowiekiem i Ojcem Niebieskim będzie stał człowiek, ale ten Człowiek jest Jednorodzonym Synem Ojca i bratem wszystkich innych ludzi, których czyni przybranymi dziećmi Ojca.
    Syn Boży, który stał się człowiekiem, dokonuje odkupienia przez Krzyż. Ustanawia swój Kościół, wspólnotę wierzących, w której dzięki sakramentom tajemnica zbawienia trwa i jest ciągle udzielana ludziom wszystkich czasów i wszędzie. Tak zostaje naprawiony zaburzony przez grzech. Naprawienie zaburzonego ładu dokonuje się właśnie w porządku sakramentalnym. W tym porządku człowiek nie zasłania Boga, ale przeciwnie, daje Boga drugiemu człowiekowi. Przecież sakramenty — to święte obrzędy, dokonywane przez człowieka względem człowieka, w których to obrzędach sam Bóg daje się człowiekowi. Kościół żyje rzeczywistością sakramentalną. Każdy sakrament czerpie łaski z krzyża Pana Jezusa i każdy — z siedmiu sakramentów — udziela na swój sposób człowiekowi jakiejś szczególnej łaski ze skarbca wszystkich łask wysłużonych przez Chrystusa na krzyżu. Każdy sakrament wyznacza też człowiekowi zadanie do spełnienia w Bożym planie zbawienia.
    W tę rzeczywistość sakramentalną zostaje wprowadzone małżeństwo. Jakie więc są te łaski, które są udzielane małżeństwu ze skarbca Krzyża, jakie są zadania? 2.6 Łaski i zadania sakramentu małżeństwaMiłość
    Pierwsza łaska płynie z motywu, dla którego Chrystus naprawił zaburzony ład Boży. Chrystus mówi: Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich 26. Małżonkowie nie oddają wprawdzie życia za siebie, ale oddają je sobie wzajemnie 27. To wzajemne oddanie powinno płynąć z miłości. W naszej polskiej tradycji uczestnictwo w Bożej miłości przez małżeństwo jest podkreślone przez ślubowanie małżeńskie składane podczas obrzędów zawierania małżeństwa: ślubuję Ci miłość, oświadczają sobie w uroczysty sposób małżonkowie. Prawdziwa miłość małżeńska włącza się w miłość Bożą i kierowana jest oraz doznaje wzbogacenia przez odkupieńczą moc Chrystusa i zbawczą działalność Kościoła, aby skutecznie prowadzić małżonków do Boga oraz wspierać ich i otuchy im dodawać we wzniosłym zadaniu ojca i matki 28. Ślub jest aktem cnoty religii i w ścisłym znaczeniu może być składany tylko Bogu. Zawierając małżeństwo ślub składa mąż na ręce żony, która przyjmuje go w imieniu Boga, ślub składa żona na ręce męża, który przyjmuje go w imieniu Boga. Ta rota ślubowania ujawnia niezwykłe religijne dostojeństwo małżeństwa. Z darem tej miłości małżonkowie otrzymują zadanie ujawniania przed wszystkimi tej miłości, którą Bóg świat umiłował 29. Tak więc pierwszą łaską płynącą z Krzyża, która zostaje udzielona małżonkom, jest miłość rozumiana jako troska o prawdziwe i pełne drugiego człowieka.
    Jedność
    Chrystus umiera na Krzyżu, aby obdarzyć ludzi jednością, którą utracili w wyniku odwrócenia się od Boga: Aby wszyscy stanowili jedno, jak ty, Ojcze we mnie, a ja w tobie, aby i oni stanowili jedno w nas, aby świat uwierzył, żeś ty mnie posłał 30. Oto więc druga łaska związana z małżeństwem i drugie jego zadanie: łaska jedności we wspólnocie małżeńskiej i zadanie świadczenia przed ludźmi, że jedność, wyrażająca się w wierności, jest między ludźmi możliwa, że można ją budować.
    Uczestnictwo w dziele zbawienia
    Trzecia łaska sakramentu małżeństwa i trzecie zadanie — to powiązanie uczestnictwa w stwórczej wszechmocy Boga, jakim jest z ustanowienia Bożego zadanie przekazywania życia potomstwu, z dziełem wychowania w wielkich sprawach Bożych. Zadanie przekazywanie życia jest elementem świętości wszelkiego małżeństwa. Małżeństwo chrześcijan, będące sakramentem, jest powiązane z tajemnicą Krzyża, od której nieodłączna jest rzeczywistość wezwania do wiary w zbawczą miłość Najwyższego. Słowa Chrystusa wskazują na wezwanie wszystkich do wiary w dokonane przez Niego na krzyżu zbawienie: Potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy kto w Niego wierzy miał życie wieczne 31 i: Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie 32. Rodzice, żyjący w sakramentalnym małżeństwie, przez wychowanie stają się dla dzieci pierwszymi zwiastunami wiary 33. To oni uczestniczą w dziele prowadzenia dzieci do wiary w Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, dającego zbawienie. Jest to więc zadanie wychowania do wiary.Naprawa nieładu przez postawę służbyPorządek sakramentów jest, jak powiedzieliśmy, środkiem, który Pan Jezus ustanowił, aby uobecniać swoje zbawcze dzieło i umożliwiać wszystkim korzystanie z jego owoców. Sakramenty są więc drogą naprawy zburzonego przez grzech ładu. W wyniku grzechu powstaje hierarchia między ludźmi, pycha żywota panująca w sercach ludzkich prowadzi do tego, że władza, wszelka władza, wiąże się z pokusą deptania godności człowieka. Jakże gorzko brzmią te słowa Chrystusa: Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę 34. Pan Jezus jednak, będąc sam królem 35 naprawia porządek odniesień międzyludzkich przez wskazanie drogi służby: Kto by chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym. Na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu 36. Ta postawa służby powinna być postawą współmałżonków. Zaleca to św. Paweł w 1. Liście do Koryntian: poddani bądźcie sobie wzajemnie w bojaźni Chrystusowej 37. Mężowie, we wspólnym pożyciu liczcie się rozumnie ze słabszym ciałem kobiecym; darzcie żony czcią jako te, które są razem z wami dziedzicami łaski; 38 żona niechaj się odnosi ze czcią do swojego męża 39. Ta postawa wzajemnej służby uwidacznia się w szczególny sposób, gdy któryś z małżonków zostanie dotknięty chorobą. W tej więzi miłości uczestniczą dzieci.
    Tak więc społecznym skutkiem grzechu pierworodnego jest wyniesienie się człowieka nad człowieka: człowiek staje nad człowiekiem, człowiek stawia drugiego człowieka nad sobą. Wszystkim nam są znane dramatyczne skutki tego stanu rzeczy. Naprawa, której dokonuje Syn Boży stając się człowiekiem, polega z jednej strony na podjęciu i ukazaniu nam drogi uniżenia, jako drogi naprawy 40 a z drugiej strony na udzielaniu człowiekowi Ducha Świętego, który przez swoje dary, m.in. męstwa i bojaźni Bożej, oraz obdarzenie nas swym owocem: miłością, radością, pokojem, cierpliwością, uprzejmością, dobrocią, wiernością, łagodnością i opanowaniem 41 usprawnia nas do pójścia za Chrystusem tą drogą. Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony 42. Chrystus umywa nogi swoim uczniom, co czynił tylko niewolnik albo matka dzieciom 43. Taka jest Boża ścieżka naprawy. I tylko na takiej drodze można rozumieć przywrócenie ładu.
    Gdybyśmy zastanowili się nad źródłem cierpień, doświadczanych przez ludzi żyjących w małżeństwie, to chyba najczęściej płyną one stąd, że człowiek albo zawierał małżeństwo z myślą o sobie albo w tym małżeństwie ulega iluzji, że da się budować wspólnotę, myśląc o sobie. Tymczasem miłość nie może szukać swego 44. W dokumentach II Soboru Watykańskiego znajdujemy zdanie, do którego często wraca papież Jan Paweł II: Człowiek… nie może odnaleźć się w pełni inaczej jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego 45. Taka jest prawda: człowiek zostaje wezwany przez Pana Boga do tego, żeby przekroczył niejako siebie samego, ma żyć dla innego człowieka, ma żyć dla Boga. Wtedy jest naprawdę sobą.
    Wniknęliśmy nieco w tajemnicę sakramentalności małżeństwa. Sakramenty są drogą naprawy porządku zburzonego przez grzech pierwszych ludzi. Należą do planu zbawczego, a zbawienie jest naprawą. We Mszy św. na Boże Narodzenie odmawia się modlitwę, która mówi: Boże, który cudownie godność ludzkiej natury ustanowiłeś, a jeszcze cudowniej naprawiłeś… Do tej cudownej naprawy należy również sakrament małżeństwa. Syn Boży daje nam przykład, jak mamy działać w odnowionym przez niego porządku: Dałem wam przykład, abyście i wy tak czynili, jak ja wam uczyniłem 46. Chrystus służy drugiemu człowiekowi. Nie szuka siebie. Obdarowuje drugiego człowieka sobą w trosce o jego dobro. Taka też jest droga sakramentalnego małżeństwa: obdarowanie drugiej osoby sobą, przez Boga i w Nim. Niszcząca człowieka okrutna rzeczywistość grzechu, zostaje zbawiona. Zbawienie jest jednak warunkowe. Człowiek zjednoczony z Chrystusem przez chrzest, ma być świadkiem zbawienia, dokonanego przez Jezusa z miłosiernej miłości Bożej. Człowiek zostaje powołany przyjęcia ofiarowanego mu zbawienia: do naśladowania Boga, do uczestnictwa w Jego świętości 47. Świętość jest jednak wezwaniem do współdziałania jest nam proponowana jako zadanie. I o tym małżonkowie obdarowani łaską sakramentu małżeństwa powinni pamiętać.
    Karol Meissner OSBPRZYPISY
    1Małżeństwo między katolikami jest prawdziwe tylko wtedy, gdy zawarte jest sakramentalnie. Związek cywilny zawarty przez katolików nie jest prawdziwym małżeństwem
    2W Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym Soboru Wat.II czytamy: Osobny sakrament umacnia i jakby konsekruje małżonków chrześcijańskich do obowiązków i godności ich stanu (nr 48)
    3 Katechizm Kościoła Katolickiego nr 1603. Cytowany jest tutaj tekst Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczes–nym Gaudium et spes, nr 48
    4 Ze stanowiska teologii można zapytywać, czy małżeństwo zostało przez Pana Boga ustanowione w samym akcie stworzenia człowieka mężczyzną i kobietą, czy ustanowienie małżeństwa należy uważać za rzeczywistość odrębną od dzieła stworzenia. Jak się zdaje, większość wypowiedzi teologicznych kazałaby przypuszczać, że ich autorzy łączą ustanowienie małżeństwa z samym aktem stworzenia człowieka. Jednak Pan Jezus, mówiąc o małżeństwie stwierdza, że w życiu wiecznym małżeństwa nie będzie (patrz Mt 22,29–30). Jeżeli więc w życiu wiecznym małżeństwa nie będzie, znaczy to, że nie jest ono czymś konstytutywnym dla ludzkiej natury. Odpowiada ono ludzkiej naturze i nie jest z nią w żaden sposób sprzeczne. Taką błędną naukę głosili gnostycy, o czym pisze św. Paweł w Liście do Tymoteusza (1 Tym 4,3). Małżeństwo będąc czymś dobrym, czymś bardzo dobrym, zostało jednak ustanowione dla rzeczywistości tego czasu, dla rzeczywistości doczesnej. Ma określone cele zewnętrzne wobec osób, nie ma na celu konstytuowanie samych osób ludzkich
    5 Takim intruzem w to wzajemne współprzynależenie do siebie może być nawet ktoś bardzo bliski. Mogą być (i nieraz są) takim intruzem rodzice, jeśli przejawiają takie poczucie zawłaszczenia dziecka, że trudnym dla nich do przyjęcia jest jego związek z żoną czy mężem. Takim intruzem może też stać się dziecko, Jeżeli mianowicie osłabnie czy zaniknie więź między małżonkami, to dziecko może stać się w jakiś sposób partnerem uczuciowym dla jednego z nich, częściej dla matki
    6 Dlatego właśnie takie zabiegi na człowieku jak np. pozaustrojowe zapłodnienie, są głębokim naruszeniem prawa człowieka. Laborant bowiem rości sobie prawo do tego, żeby zapoczątkować życie drugiego człowieka. Kto mu takie prawo dał? Jego działanie jest niegodziwą uzurpacją, krzywdzącym bezprawiem względem człowieka. Nie, człowiek nie ma prawa do drugiego człowieka. Nie ma też, rzecz jasna prawa do jego życia, to znaczy ani prawa do zapoczątkowania tego życia, ani prawa do jego zakończenia. Tylko Najwyższy ma pełne prawa do nas, do początku naszego życia i do jego końca
    7 Sobór Wat. II, Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym, nr 48. Dokumenty Kościoła używają również określenia Communio personarum, czyli komunia osób, na wzór Komunii św. która łączy wiernych z Chrystusem Panem
    8 Sobór Wat. II, Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym, nr 48
    9 Sobór Wat. II, Konstytucja dogmatyczna o Kościele Lumen gentium, nr 11
    10 Kodeks Prawa Kanonicznego, kanon 1055; p. Katechizm Kościoła Katolickiego nr 1601
    11 Numery 1076 — 1134
    12 Katechizm Kościoła Katolickiego nr 1114
    13 Katechizm Kościoła Katolickiego nr 1118
    14 Katechizm Kościoła Katolickiego nr 1088
    15 Patrz List do Efezjan 1,2–14
    16 Księga Rodzaju 2,23
    17 Wnikliwą analizę sceny kuszenia przez węża przeprowadza o. Julian Sulowski T.J. w dziele Czy Adam i Ewa byli nadzy?, Archidiecezjalne Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1998
    18 Księga Rodzaju 2,16–17
    19 Tamże
    20 Księga Rodzaju 3,16
    21 Księga Rodzaju 2,18.20
    22 Księga Rodzaju 4,19; 6,1–2
    23 List do Rzymian 7,18–24
    24 Ewangelia wg św. Mateusza 20,25
    25 Patrz Ewangelia wg św. Jana 14,6
    26 Ewangelia wg św. Jana 15,13
    27 Małżeństwo stwarza zgoda stron między osobami… Zgoda małżeńska jest aktem woli, którym mężczyzna i kobieta w nieodwołalnym przymierzu wzajemnie się sobie oddają i przyjmują w celu stworzenia małżeństwa. (Kodeks Prawa Kanonicznegpo, kanon 1057)
    28 Sobór Watykański II, Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym, Gaudium et spes, nr 49
    29 J.w., nr 41
    30 Ewangelia wg św. Jana 17,21
    31 Ewangelia wg św. Jana 3,14–15
    32 Ewangelia wg św. Jana 12,32
    33 Sobór Watykański II, Konstytucja dogmatyczna o Kościele Lumen gentium, nr 11
    34 Ewangelia wg św. Mateusza 20,24
    35 Patrz Ewangelia wg św. Mateusza 27,11; wg św. Marka 15,2: wg św. Łukasza 23,3 i wg św. Jana 18,33
    36 Ewangelia wg św. Mateusza 20,24
    37 List do Efezjan 5,21
    38 1. List św. Piotra 3,7
    39 List do Efezjan 5,33
    40 Patrz tzw. hymn o ogołoceniu Chrystusa (kenozie) w Liście do Filipian 2,5–11, zwłaszcza wiersze 6–8
    41 Patrz List do Galatów 5,22
    42 Ewangelia wg św. Mateusza 23,11–12
    43 Patrz Ewangelia wg św. Jana 13,4–5
    44 Patrz 1 List do Koryntian 13, 5
    45 Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym, nr 24.
    46 Ewangelia wg św. Jana 13,15.
    47 Patrz Sobór Watykański II, Konstytucja dogmatyczna o Kościele Lumen gentium, rozdział V, Powszechne powołanie do świętości w Kościele.

Katecheza środowa Jana Pawła II wygłoszona 24 listopada 1982

 

Katecheza środowa Jana Pawła II wygłoszona 24 listopada 1982

SAKRAMENT „POCZĄTKU” I SAKRAMENT ZRODZONY Z ODKUPIENIA CIAŁA

1 Przeprowadziliśmy analizę Listu do Efezjan, przede wszystkim Ef 5,21-33, pod kątem sakramentalności małżeństwa. Patrzymy teraz jeszcze na ten sam tekst w pryzmacie słów Ewangelii.
Słowa Chrystusa wypowiedziane do faryzeuszów (por. Mt 19,3-9) mówią o małżeństwie jako o sakramencie, czyli o najpierwotniejszym objawieniu zbawczej woli i zbawczego działania Boga „na początku”: w samej tajemnicy stworzenia. Mocą tej zbawczej woli i zbawczego działania Boga mężczyzna i kobieta, jednocząc się ze sobą tak ściśle, że stają się „jednym ciałem” (Rdz 2,24), mieli być razem „zespoleni w prawdzie i miłości jako dzieci Boże”1, przybrani za synów w jedynym, odwiecznie umiłowanym Synu. Ku takiej jedności, ku takiej komunii osób „na podobieństwo jedności Osób boskich”2 zwracają się słowa Chrystusa, które mówią o małżeństwie jako o sakramencie najpierwotniejszym — i równocześnie potwierdzają tenże sakrament na gruncie tajemnicy odkupienia. Pierwotna bowiem „jedność w ciele” mężczyzny i kobiety nie przestaje kształtować dziejów człowieka na ziemi — chociaż straciła ową przejrzystość sakramentu, znaku zbawienia, jaką posiadała „na początku”.

2 Jeśli Chrystus wobec swoich rozmówców z ewangelii Mateusza i Marka (Mt 19,3-9; Mk 10,2-12) potwierdza małżeństwo jako sakrament ustanowiony przez Stwórcę „na początku”, jeśli stosownie do tego stawia pod jego adresem wymaganie nierozerwalności — to tym samym otwiera to małżeństwo na zbawcze działanie Boga, na moce płynące z „odkupienia ciała”, które pomagają przezwyciężać skutki grzechu i budować jedność mężczyzny i kobiety według odwiecznego ustanowienia Stwórcy. Zbawcze działanie, jakie płynie z tajemnicy odkupienia, przejmuje w siebie owo pierwotnie uświęcające działanie Boga w samej tajemnicy stworzenia.

3 Słowa z ewangelii Mateusza (19,3-9), a także Marka (10,2-12) mają równocześnie bardzo wyrazistą wymowę etyczną. Są to słowa potwierdzające najpierwotniejszy sakrament na gruncie tajemnicy odkupienia, a równocześnie ustanawiające stosowny do tego etos, który już uprzednio nazwaliśmy w tych rozważaniach „etosem odkupienia”. Etos ewangeliczny i chrześcijański w samym swoim teologicznym rdzeniu jest etosem odkupienia. Skądinąd możemy znaleźć dla tegoż etosu wykładnię rozumną, wykładnię filozoficzną o charakterze personalistycznym — jednakże w swoim teologicznym rdzeniu jest on etosem odkupienia, owszem: etosem odkupienia ciała. Odkupienie staje się zarazem podstawą zrozumienia szczególnej godności ciała ludzkiego, zakorzenionej w osobowej godności mężczyzny i kobiety. Właśnie racja tej godności stoi u podstaw nierozerwalności przymierza małżeńskiego.

4 Chrystus odwołuje się do nierozerwalnego charakteru małżeństwa jako najpierwotniejszego sakramentu, a potwierdzając ten sakrament na gruncie tajemnicy odkupienia, równocześnie wyciąga wnioski natury etycznej: „Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo” (Mk 10,11-12; por. Mt 19,9). Można powiedzieć, że w ten sposób odkupienie jest dane człowiekowi jako łaska nowego przymierza z Bogiem w Chrystusie — i równocześnie jest mu zadane jako etos: jako kształt moralności odpowiadający działaniu Boga w tajemnicy odkupienia. Jeśli małżeństwo jako sakrament jest skutecznym znakiem zbawczego działania Boga „od początku” — to równocześnie w świetle rozważanych tutaj słów Chrystusa sakrament ten stanowi zarazem słowo wzywające człowieka: mężczyznę i kobietę, aby świadomie uczestniczyli w odkupieniu ciała.

5 Ów etyczny wymiar odkupienia ciała zarysowuje się w sposób szczególnie głęboki, gdy rozważamy słowa Chrystusa wypowiedziane w Kazaniu na Górze w nawiązaniu do przykazania „Nie cudzołóż”. „Słyszeliście, że powiedziano: «Nie cudzołóż!» A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa” (lub w dawnym tłumaczeniu: „już ją scudzołożył w sercu swoim”) (Mt 5,27-28). Poświęciliśmy uprzednio tej lapidarnej wypowiedzi Chrystusa z Kazania na Górze obszerny komentarz, kierując się przeświadczeniem, że posiada ona podstawowe znaczenie dla całej teologii ciała, przede wszystkim w wymiarze człowieka „historycznego”. A chociaż słowa te nie mówią bezpośrednio i wprost o małżeństwie jako sakramencie, to jednak niepodobna ich oderwać od całego sakramentalnego podłoża, w którym z uwagi na przymierze małżeńskie osadzone zostało bytowanie człowieka jako mężczyzny i kobiety: zarówno w pierwotnym kontekście tajemnicy stworzenia, jak też z kolei w kontekście tajemnicy odkupienia. Owo sakramentalne podłoże dotyka za każdym razem konkretnych osób, przenika w to, czym (a raczej: kim) jest mężczyzna i kobieta w swej pierwotnej godności obrazu i podobieństwa Bożego z racji stworzenia, a zarazem w tejże samej godności, dziedziczonej pomimo grzechu i stale na nowo „zadawanej” człowiekowi poprzez rzeczywistość odkupienia.

6 Chrystus, który w Kazaniu na Górze daje swoją wykładnię przykazania „Nie cudzołóż” — wykładnię konstytutywną dla nowego etosu — „zadaje” w tychże samych lapidarnych słowach godność każdej kobiety każdemu mężczyźnie; i równocześnie (chociaż z brzmienia słów wynika to tylko w sposób pośredni) „zadaje” też każdej kobiecie godność każdego mężczyzny3. „Zadaje” wreszcie każdemu — zarówno mężczyźnie, jak kobiecie — jego własną godność: poniekąd sacrum osoby, i to ze względu na jej kobiecość czy męskość, ze względu na „ciało”. Trudno nie zauważyć, że słowa Chrystusa z Kazania na Górze dotyczą etosu. Równocześnie też trudno nie przyjąć po gruntowniejszej refleksji, że są to słowa wypowiedziane z samej głębi odkupienia ciała. Chociaż zaś nie mówią one wprost o małżeństwie jako sakramencie, nietrudno ustalić, że swoje właściwe i pełne znaczenie osiągają one w relacji do sakramentu: zarówno tego najpierwotniejszego, który związany jest z tajemnicą stworzenia, jak też z tego w którym człowiek „historyczny”, po grzechu i z racji swej dziedzicznej grzeszności, ma odnajdywać godność i świętość małżeńskiej jedności „w ciele” na gruncie tajemnicy odkupienia.

7 Chrystus w Kazaniu na Górze — jak również w rozmowie z faryzeuszami o nierozerwalności małżeństwa — przemawia z głębi tej Bożej tajemnicy. I równocześnie sięga do samej głębi ludzkiej tajemnicy. Dlatego odwołuje się do „serca” — do owego „miejsca wewnętrznego”, w którym przesilają się w człowieku dobro i zło, grzech i sprawiedliwość, pożądliwość i świętość. Mówiąc o pożądaniu (o „pożądliwym spojrzeniu”, por. Mt 5,28). Chrystus uświadamia swym słuchaczom, że każdy nosi w sobie wraz z tajemnicą grzechu wewnętrzny wymiar „człowieka pożądliwości” (trojakiej: pożądliwości ciała, oczu i pychy żywota, por. 1 J 2,16). Właśnie temu „człowiekowi pożądliwości” sakrament odkupienia jest dany w małżeństwie jako łaska i znak przymierza z Bogiem — i zadany jako etos. I równocześnie — w relacji do małżeństwa jako sakramentu — jest zadany jako etos każdemu człowiekowi, mężczyźnie i kobiecie. Jest zadany jego „sercu”, jego sumieniu, jego spojrzeniom i jego postępowaniu. Małżeństwo jest wedle słów Chrystusa (por. Mt 19,4) sakramentem samego „początku”, równocześnie zaś — na gruncie „historycznej” grzeszności człowieka — jest ono sakramentem zrodzonym z tajemnicy „odkupienia ciała”.

Przypisy
1 Por. Gaudium et spes, 24.
2 Por. tamże.
3 Tekst św. Marka mówiący o nierozerwalności małżeństwa stwierdza jasno, że kobieta staje się winna cudzołóstwa, kiedy porzuca małżonka i wiąże się z innym mężczyzną (por. Mk 10,12).

Jacek Salij –

 

Jacek Salij
Dziś chyba już tylko specjaliści wiedzą, jak wiele trudu musiał włożyć Kościół w budowanie pozytywnego stosunku do ludzkiej płciowości, w przypominanie, że to sam Bóg stworzył nas mężczyznami i kobietami i że to z Jego woli ludzkie dzieci poczynają się z seksualnego złączenia swoich rodziców. W drodze, 1/2008

Walka Kościoła o godność ludzkiej płci była niełatwa, bo przez całe wieki obyczajowość europejska nasiąknięta była wpływami gnostyków i manichejczyków, którzy nauczali – posłużę się tu sformułowaniem św. Augustyna – „że płeć nie pochodzi od Boga, ale od diabła” i że wobec tego „ciało z natury jest złe” [1].

Ponieważ stworzył nas sam Bóg – powtarzali kolejni nauczyciele Kościoła – nie ma nic nieprzyzwoitego w tym, że jesteśmy istotami seksualnymi i że posiadamy właściwe dla swojej płci narządy rodne, których fizjologię wyznacza sama natura. Czymś rzeczywiście nieprzyzwoitym jest dopiero to, że niekiedy nie potrafimy nad naszą seksualnością zapanować. A czymś nawet więcej niż nieprzyzwoitym, bo poniżają one nasze człowieczeństwo i ciężko obrażają Stwórcę, są grzechy rozpusty, niewierności małżeńskiej czy jakieś inne niezgodne z Bożymi przykazaniami zachowania seksualne.Pouczenie bez niedomówieńPrzegląd starożytnych świadectw zacznę od pochodzących z przełomu IV i V wieku, w swoim czasie niezwykle popularnych, zwłaszcza w Kościele wschodnim, Konstytucji apostolskich. Przez całe wieki dzieło to traktowano z wielką powagą, sądzono bowiem, że jego autorem jest pamiętający jeszcze apostołów papież Klemens i że na ich polecenie zostało ono napisane.

Sądzę, że merytorycznie ważna, a zarazem ogromnie interesująca treść poniższego fragmentu usprawiedliwia jego długość. Zwróćmy uwagę zwłaszcza na to, że manichejska pogarda dla ludzkiej seksualności jest tutaj potępiona jedynie pośrednio. Głównym przedmiotem udzielonych pouczeń jest odrzucenie – w imię bezwarunkowego „tak” dla ludzkiej seksualności jako dla dzieła Stwórcy – samego nawet pojęcia nieczystości rytualnej. Jeden tylko grzech czyni ludzkie zachowania i sytuacje seksualne nieczystymi i obrzydliwymi w oczach Stwórcy:

Jeśli sądzisz, kobieto, że przez siedem dni, kiedy miesiączkujesz, jesteś pozbawiona Ducha Świętego, to czy wynika stąd, twoim zdaniem, że w przypadku nagłej śmierci odejdziesz pozbawiona Ducha Świętego i nadziei u Boga? Przecież Duch trwa w tobie w sposób nie do rozdzielenia, gdyż nie jest związany z miejscem, a ty potrzebujesz modlitwy, Eucharystii i natchnienia Ducha, bo w przywołanych okolicznościach nie ponosisz żadnej winy. Tylko bezbożność i zakazany uczynek mogą splamić człowieka i pozbawić go Ducha Świętego, nie zaś legalny stosunek seksualny, upływ krwi lub nocna zmaza. Duch Święty zawsze trwa w tych, którzy Go przyjęli, dopóki są godni, a ci, których opuścił, pozostają samotni i poddani złemu duchowi. (…)

Jeśli więc twierdzisz, kobieto, że miesiączkując jesteś pozbawiona Ducha Świętego, to napełnia cię wówczas zły duch. Dlatego, kobieto, porzuć próżne słowa i zawsze pamiętaj o Bogu, swoim Stwórcy, i módl się do Niego, bo On jest Panem twoim i wszystkich. Rozmyślaj nad Jego prawami i nie zważaj na żadne przepisy, ani te dotyczące menstruacji, ani zgodnych z prawem Bożym stosunków seksualnych, porodu, poronienia czy splamienia ciała, gdyż są to próżne i bezsensowne wymysły głupich ludzi. (…)

Legalnie zawarty związek mężczyzny i kobiety jest zgodny z wolą Bożą. „Stwórca bowiem od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę” (Mt 19,4), „błogosławił im i powiedział: Bądźcie płodni, rozmnażajcie się i napełniajcie ziemię” (Rdz 1,28). Jeśli więc z woli Boga istnieją różnice płci dla płodzenia licznego potomstwa, to jasne, że z Jego wolą zgadza się też związek mężczyzny i kobiety, ale nie obrzydliwy kontakt sprzeczny z naturą oraz niezgodne z prawem Bożym uczynki, które sprzeciwiają się woli Boga. (…)

Małżeństwo zatem jest czcigodne i zacne, a płodzenie dzieci czyste. W tym, co dobre, nie ma niczego złego. Zatem i naturalna przypadłość kobieca nie jest obrzydliwa w oczach Boga, który sprawił, że przydarza się ona kobiecie co trzydzieści dni. Co więcej, Pan w Ewangelii nie pogniewał się na cierpiącą na krwotok kobietę, która pragnąc odzyskać zdrowie, dotknęła się frędzli u Jego płaszcza, nie zganił jej, przeciwnie, uzdrowił ją i powiedział: „Wiara twoja cię ocaliła” (Mt 9,22). Gdy kobiety doznają swych naturalnych przypadłości, mężowie niechaj się do nich nie zbliżają w trosce o dobro mających się narodzić dzieci. Prawo formułuje taki oto zakaz: „Nie zbliżaj się do żony w czasie jej miesiączki” (Wj 18,6). (…)

Mężczyzna więc i kobieta, którzy zawarli legalne małżeństwo, jeśli obudzą się razem, niechaj śmiało się modlą: choćby nawet się nie obmyli, są czyści. Kto jednak zdeprawował i splamił cudzą żonę albo sam splamił się z nierządnicą, gdy wstanie z jej łoża, nie może być czysty, choćby się wykąpał w morzu i we wszystkich rzekach [2].Celibat prawdziwy i fałszywyCelem powyższego pouczenia było prostowanie poglądów różnych poczciwych chrześcijan, którym trudno było zrezygnować z odziedziczonych po dawnych pokoleniach zasad czystości rytualnej. Manichejczycy jednak głosili stanowczą pogardę dla ludzkiej seksualności. Toteż ich poglądom musiały się przez całe wieki przeciwstawiać kościelne synody – począwszy od odbytego w roku 340 synodu w Gangra (na terenie dzisiejszej Turcji), poprzez synod w Toledo (r. 400) oraz w Bradze (r. 561), a zatem na krańcach Zachodu, aż po sobór laterański II (r. 1139).

Nasz krótki przegląd uchwalanych w związku z tym kanonów zacznijmy od synodu w Gangra. Pojawili się wówczas na tamtych ziemiach ludzie, którzy „ganią instytucję małżeństwa i uznają, że nikt, kto żyje w małżeństwie, nie może oczekiwać od Boga zbawienia, stąd też wiele zamężnych niewiast dało się zwieść i porzuciło swych mężów, a mężowie porzucili swe żony” [3]. Synod zareagował na te poglądy wydaniem dwóch następujących kanonów:

1. Gdyby ktoś ganił związek małżeński i z obrzydzeniem potępiał wierną i pobożną chrześcijankę, która obcuje ze swym mężem, twierdząc, że nie może ona wejść do Królestwa, niech będzie wyklęty.
9. Gdyby ktoś zachowywał dziewictwo albo wstrzemięźliwość i nie chciał zawrzeć związku małżeńskiego, uznając go za rzecz godną obrzydzenia, a nie ze względu na piękno dziewictwa, niech będzie wyklęty [4]

W podobnym tonie synod w Gangra, w kanonie 2, odrzuca manichejskie zakazy jedzenia mięsa. Bo warto wiedzieć, że swoją pogardę dla materii manichejczycy wyrażali zwłaszcza poprzez trzy zakazy: zakaz zawierania małżeństw, jedzenia mięsa oraz picia wina. Kanony apostolskie – jest to ostatnia, najważniejsza część wspomnianych wyżej Konstytucji apostolskich – bardzo surowo, w kanonie 51, potępiają każdego, kto „powstrzymuje się od życia małżeńskiego, spożywania mięsa i picia wina nie dla ascezy, ale z obrzydzenia, zapominając, że wszystko jest bardzo dobre (por. Rdz 1,31) i że Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę (por. Rdz 1,27), oraz bluźniąc oczernia akt stworzenia” [5].

Wobec faktu, że chrześcijaństwo od samego początku miało celibat w wysokiej cenie, zawsze też ceniono w Kościele post zarówno od mięsa, jak i od wina – kolejne synody starały się podkreślać, że potępiają nie celibat ani powstrzymywanie się od mięsa, ale łączącą się u manichejczyków z tymi praktykami pogardę dla Bożego dzieła stworzenia. Synod w Gangra w następujących słowach manifestuje swoje poparcie dla autentycznego celibatu i ascezy:

Ze swej strony zapewniamy o naszym podziwie dla życia w czystości i pokorze, pochwalamy wstrzemięźliwość połączoną ze skromnością i pobożnością, sławimy pokorne odrzucenie spraw doczesnych, szanujemy czcigodny związek małżeński, nie gardzimy bogactwem, jeśli łączy się z nim sprawiedliwość i dobroczynność [6]

Poniekąd już tylko dla potwierdzenia, że pokusa pogardy dla małżeństwa była naprawdę głęboko zakorzeniona w naszej Europie, przytoczę uchwalone dwieście lat później, w roku 561, kanony synodu w Bradze:

11. Jeżeli ktoś potępia małżeństwo między ludźmi i gardzi poczęciem potomstwa, jak głosili Manicheusz i Pryscylian – niech będzie wyłączony.
12. Jeżeli ktoś głosi, że ciało ludzkie jest ukształtowane na obraz diabła oraz że poczęcie w łonie matki jest naśladowaniem dzieł szatańskich, jak głosili Manicheusz i Pryscylian – niech będzie wyłączony.
13. Jeżeli ktoś głosi, że stworzenie wszystkich ciał nie jest dziełem Boga, lecz złośliwych aniołów, jak głosili Manicheusz i Pryscylian – niech będzie wyłączony [7].
Jeszcze osiemset lat późniejszy od synodu w Gangra sobór laterański II podejmuje w kanonie 23 uchwałę następującą:

Odtrącamy od Kościoła Bożego jako heretyków i potępiamy tych, którzy, udając fałszywie religijną gorliwość, odrzucają (…) prawowite związki małżeńskie; nakazujemy też, aby wystąpiła przeciwko nim władza świecka. Pęta tego samego potępienia przeznaczamy dla ich obrońców [8].Lepsza rozpusta niż rzetelne małżeństwo?Mimo woli nasuwa się pytanie: Co takiego przerażało manichejczyków w ludzkiej seksualności, że widzieli w niej dzieło samego diabła i byli tak zdecydowanymi przeciwnikami małżeństwa? Brzmi to wprost niewiarygodnie, jednak świadectwa historyczne nie pozostawiają wątpliwości co do tego, że oni – a na pewno niektórzy z nich – każde poczęcie dziecka uważali za wielkie nieszczęście polegające na tym, że oto diabeł odniósł następne swoje zwycięstwo, gdyż udało mu się następną duszę zamknąć w niewoli ciała.

Manichejczycy byli przeciwnikami samej nawet instytucji małżeństwa, gdyż widzieli w niej pułapkę wymyśloną przez diabła, dzięki której udaje mu się zwabiać coraz to nowe dusze w sieci ciała. Święty Augustyn, który sam przez parę lat pozostawał pod wpływem manichejczyków i dobrze znał ich doktrynę, formułuje później otwartym tekstem następujący zarzut pod adresem Faustusa, ich przywódcy: „Idąc za nauką demoniczną, nauczyłeś się uważać swoich rodziców za nieprzyjaciół, że wskutek seksualnego złączenia związali cię z ciałem i w taki sposób twemu bogu narzucili nieczyste dyby” 9 Święty Augustyn wspomina tu o jakimś „bogu”, bo rzekomo jego cząstkami, zgodnie z doktryną manichejczyków, są zagubione w materii ludzkie dusze.

Augustyna szczególnie oburzało to, że tym współwyznawcom, którzy nie potrafili zapanować nad swoją seksualnością, manichejczycy pozwalali na uprawianie seksu, a nawet na zawieranie małżeństw, pod tym jednak warunkiem, że będą się starali nie dopuścić do poczęcia dziecka. „W małżeństwie szczególnie tym gardzicie – pisał zaraz po przytoczonych wyżej słowach – że rodzą się dzieci. W ten sposób doprowadzacie do tego, że wasi słuchacze starają się o to, żeby kobiety, z którymi współżyją, nie zaszły w ciążę. Robicie ich zatem cudzołożnikami w stosunku do własnych żon. Żenią się z nimi na mocy prawa małżeńskiego, jak to w akcie ślubnym jest napisane, celem rodzenia dzieci. Natomiast na mocy waszego prawa boją się skazić brudem ciała cząstki swego boga i łączą się z kobietami jedynie po to, by nasycić namiętności” [10].
Muszę wyznać, że długo podejrzewałem wielkiego Doktora o to, że poniosła go pasja polemiczna albo że trafiły mu się kontakty z jakimś marginalnym i tak dziwacznym odłamem manicheizmu. Trudno mi było uwierzyć, że takie poglądy rzeczywiście wyznawano w głównym jego nurcie. Toteż zdumienie mnie ogarnęło, kiedy w poświęconej średniowiecznym katarom monografii współczesnego badacza Stevena Runcimana znalazłem twierdzenie, że przywódcy tej sekty, tzw. doskonali, starali się zachowywać całkowitą wstrzemięźliwość seksualną. Natomiast co do zwyczajnych wiernych:

dopóki stosunki seksualne nie prowadziły do poczęcia, [katarscy kaznodzieje] zdecydowanie zachęcali do nich, a przynajmniej ich nie potępiali. (…) Katarzy szczerze przyznawali, że wolą przypadkową rozpustę od małżeństwa, ponieważ małżeństwo jest sprawą poważniejszą, oficjalnym uznaniem rzeczy złej; a jeśli więzy małżeńskie są wieczne, to żaden z małżonków nie może nawet mieć nadziei na osiągnięcie negacji ciała potrzebnej do zdobycia doskonałości [11].

Trudno o głębsze poniżenie zarówno ludzkiej seksualności, jak małżeństwa! Jednak zauważmy, że współczesne społeczeństwa – choć doktryny manichejczyków chyba już nikt nie bierze na serio – ochoczo i gorliwie realizują ich praktyczny program pogardy dla ludzkiej seksualności. Aprobata dla antykoncepcji, podważanie samej nawet instytucji małżeństwa, korzystanie z płatnych usług seksualnych, plaga pornografii – to wszystko świadczy o tym, jak mało szanujemy swoją ludzką seksualność.

Natomiast Kościół, choć spotykają go z tego powodu szyderstwa i oskarżenia o zacofanie, o doktrynerstwo i nie wiadomo o co jeszcze, również dzisiaj stara się dawać świadectwo, że „we czci winno być małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane” (Hbr 13,4). I niech to napełnia nas dumą, że również dzisiaj Kościół prowadzi tę niełatwą walkę o godność ludzkiej płci. [1] Św. Augustyn, O powściągliwości, 24 (PL 40,365).
[2] Konstytucje apostolskie, przeł. Stanisław Kalinkowski, seria „Synody i Kolekcje Praw”, Wydawnictwo WAM, Kraków 2007, t. 2, s. 166–170.
[3] Dokumenty synodów od 50 do 381 roku, opr. Arkadiusz Baron i Henryk Pietras, seria „Synody i Kolekcje Praw”, Wydawnictwo WAM, Kraków 2006, t.1, s. 123– –124.
[4] Dz. cyt., s. 125–126.
[5] Konstytucje apostolskie, s. 286.
[6] Dz. cyt., s. 128.
[7] Marcin z Bragi, Teksty prawnicze, przeł. Marian Rola, Warszawskie Studia Teologiczne 2 (1984), s. 87.
[8] Dokumenty soborów powszechnych, opr. Arkadiusz Baron i Henryk Pietras, Wydawnictwo WAM, Kraków 2002, t. 2, s. 159.
[9] Św. Augustyn, Przeciw Faustusowi. Księgi I–XXI, seria „Pisma Starochrześcijańskich Pisarzy”, Warszawa 1991, t. 55, s. 138.
[10] Dz. cyt. O tym samym pisał przyszły biskup Hippony, jeszcze jako człowiek świecki, w dziełku pt. O obyczajach Kościoła katolickiego i o obyczajach manichejczyków: „Chcecie mieć małżonka nie w celu zrodzenia dzieci, ale dla zaspokojenia pożądliwości. Otóż w małżeństwie, jak to w akcie ślubnym jest napisane, mężczyzna łączy się z kobietą w celu zrodzenia dzieci. Kto zatem twierdzi, że rodzić dzieci jest to większy grzech niż łączyć się seksualnie, ten jest przeciwnikiem małżeństwa i czyni kobietę już nie żoną, tylko nierządnicą. Bierzecie ją sobie dla takich względów, żeby mężczyzna łączył się z nią dla zaspokojenia potrzeby rozkoszy. [A przecież] małżeństwo jest tam, gdzie jest żona. Nie ma zaś małżeństwa tam, gdzie podejmuje się działania, żeby nie została matką: wtedy [poniekąd] nie jest żoną” (PL 32,1372n).
[11] Steven Runciman, Średniowieczny manicheizm, Wydawnictwo MARABUT, Gdańsk 1996, s. 145.