Artykuły

Zapraszamy do lektury artykułów a tematyce godności i świętości życia.

Czy w Polsce trzeba bronić rodziny?

Antoni Szymański

Socjolog, członek Zespołu ds. Rodziny

Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu Polski

Pozornie wydaje się, że w Polsce rodzina nie jest zagrożona. W badaniach społecznych to właśnie rodzina wymieniana jest jako centralna wartość i niemal wszyscy wypowiadają się o niej pozytywnie. Konstytucja i prawa szczegółowe mówią o ochronie małżeństwa i rodziny. Często słyszymy porównania sytuacji polskich rodzin do rodzin żyjących w Europie zachodniej i krzepiące informacje, że w Polsce nie jest jeszcze tak źle, bo więzi w rodzinach są silne, a rozpady małżeństw rzadsze.

Bez wątpienia większość polskich rodzin odnajduje się w obecnej rzeczywistości: rodzice kochają swoje dzieci i siebie nawzajem, wspierają się i dbają o siłę swoich małych wspólnot. Nie można jednak nie zauważać, że w wyniku szybko zachodzących zmian kulturowych,  działań środowisk, które wprost podważają znaczenie małżeństwa i rodziny, ubóstwa, zmasowanego upowszechniania treści antyrodzinnych w kulturze masowej czy braku aktywnej polityki społecznej na rzecz rodzin, sytuacja dużej liczby polskich rodzin jest kryzysowa.

Symptomy kryzysu

Najbardziej spektakularnym wskaźnikiem kryzysu rodzin jest niska dzietność w polskich rodzinach, która nie zapewnia już prostej zastępowalności pokoleń. Ludzie mają mniej dzieci niż początkowo zamierzali, ponieważ według ich oceny mają niewystarczające warunki bytowe. Państwo zaś zwalnia się ze swoich obowiązków i w rzeczywistości robi niewiele, aby tym, którzy tego pragną, ułatwić posiadanie większej liczby dzieci. Cenę za takie podejście do dzietności zapłacą nie tylko wspólnoty rodzinne, ale całe społeczeństwo z powodu osłabienia rozwoju społecznego i gospodarczego oraz systemu świadczeń emerytalnych.

Duży procent polskich rodzin żyje w ubóstwie. W 2008 roku standardu minimum socjalnego nie osiągało 16 milionów obywateli, z czego ponad 2 miliony żyło w skrajnym ubóstwie, a 4 miliony osiągało dochody poniżej ustawowej granicy ubóstwa uprawniającej do uzyskania świadczeń z pomocy społecznej. Ubóstwo dotyka szczególnie dotkliwie rodziny wielodzietne z trojgiem i więcej dziećmi. W 2007 roku aż 36% takich rodzin żyło poniżej granicy ubóstwa. W tych rodzinach wychowuje się 1/3 polskich dzieci!

Kolejnym problemem w Polsce są coraz częstsze rozwody. W ostatnich latach gwałtownie wzrosła liczba rozwodów do poziomu ok. 70 tysięcy rocznie. Oznacza to, że rozwód dotyka bezpośrednio ok. 250 tysięcy osób (rodziców i ich dzieci), a w przeciągu najbliższych 10 lat będzie to ponad 2,5 mln osób! Jeszcze łatwiej rozpadają się coraz powszechniejsze związki konkubenckie. Szybkimi krokami zmierzamy ku coraz większej samotności osobistej oraz ku upowszechnieniu samotnego wychowywania dzieci. Niestety bagatelizuje się głębokie konsekwencje psychologiczne i społeczne tego stanu rzeczy i odrzuca zmiany prawne jakie mogą spowodować poprawę relacji małżeńskich i zmniejszenie liczby rozwodów (np.: poprzez upowszechnienie mediacji i terapii rodzinnej).

W większości rozbitych rodzin, osobą samotnie wychowującą dziecko jest matka, a ojciec pełni niewielką rolę, często zupełnie go brakuje. Również w rodzinach pełnych znaczenie ojca często jest marginalizowane. Brak jest wystarczającego zrozumienia przez wielu rodziców, że zarówno matka, jak i ojciec są konieczni dla prawidłowego wychowania dziecka, a rolą ojca nie jest tylko łożenie na utrzymanie rodziny. Kryzys ojcostwa jest faktem.

Znacznie więcej dzieci wychowuje się w opiece zastępczej niż 20 lat temu, chociaż wtedy mieliśmy w Polsce dwukrotnie więcej urodzeń niż obecnie. Dzisiaj w opiece zastępczej wychowuje się prawie 100 tysięcy dzieci, chociaż ich rodzice biologiczni żyją. Zamiast skutecznej profilaktyki rodzin problemowych, państwo coraz częściej przekazuje dzieci do opieki zastępczej.

Czy problemy rodzin są w centrum zainteresowania

Dalece niepełna powyższa lista zjawisk kryzysowych wskazuje, że powinny one mobilizować zarówno rodziny, opinię publiczną jak i władze do poszukiwania środków zaradczych. Tak się niestety nie dzieje. Problemy rodzin nie stają w centrum zainteresowania.

Rodziny niewystarczająco walczą o swoje prawa, dbają o swoją spójność, często ulegają niekorzystnym wzorcom kultury masowej, np. w wychowaniu dzieci. Rzadko organizują się w celu rozwiązywania swoich problemów i walki o swoje prawa. Zbyt często biernie oczekują na pomoc władz, która nie nadchodzi. Władze publiczne marginalizują problemy rodzin. Dowodem jest brak programu polityki rodzinnej czy stopniowa likwidacja systemu świadczeń rodzinnych (składających się z zasiłków rodzinnych i dodatków do nich) poprzez eliminowanie z tego systemu ok. 400 tysięcy dzieci rocznie!

Przeciętny dochód rodziny w Polsce jest jednym z najniższych wśród krajów OECD  i w Unii Europejskiej (jesteśmy m.in. za Węgrami, Czechami, Portugalią, Grecją). Skumulowane wydatki na dzieci są u nas o połowę mniejsze niż w Portugalii, a zasięg ubóstwa polskich dzieci jest najwyższy w Unii Europejskiej. Także wydatki na politykę rodzinną są u nas najniższe w porównaniu z innymi krajami UE. Zamiast autentycznej polityki rodzinnej wprowadza się zmiany ustawowe podważające autonomię rodziny oraz zachęcające do samotnego wychowywania dzieci.

 

Niezrealizowane postulaty Sierpnia 80

Wśród 21 historycznych postulatów, spisanych w 1980 roku w Stoczni Gdańskiej, znajdują się takie, które wprost dotyczą poprawienia warunków życia rodzin. To one dobitnie świadczą, jak wielkie było zainteresowanie strajkujących tymi sprawami. Postulat 17. mówi o zapewnieniu odpowiedniej liczby miejsc w żłobkach i przedszkolach, a postulat 18. o wprowadzeniu płatnych trzyletnich urlopów macierzyńskich. Postulat 19. dotyczy skrócenia czasu oczekiwania na mieszkanie. Szereg innych postulatów także dotyka życia rodzin, np.. zapewnienia minimum wartościowej żywności.

Pamięć i szacunek wobec oczekiwań, powszechnie wyrażonych w wielkim społecznym zrywie Sierpnia 1980 roku, powinna również wyrażać się prowadzeniem przez państwo autentycznej polityki rodzinnej oraz działaniami na rzecz wzmocnienia polskich rodzin. Nie są wiarygodnymi zapewnienia pamięci o przesłaniu Sierpnia 80, bez jego realizacji także w sferze dotyczącej rodziny.

 

Co robić?

Walka o wzmocnienie rodzin jest zadaniem bardzo pilnym. Problemy będą narastać, jeśli nie zrozumiemy wagi zagrożeń stojących przed polską rodziną i nie podejmiemy zdecydowanej walki o jej trwałość, zachowanie autonomii i należyty status ekonomiczno – kulturowy. Nie powinniśmy ulegać presji antyrodzinnej kultury masowej i środowisk działających na rzecz osłabienia rodzin (choćby poprzez propozycje legalizacji związków partnerskich, czy niewłaściwe rozwiązania dotyczące przemocy w rodzinie godzące w jej autonomię i utrudniające wychowanie dzieci). Rodziny muszą się bronić i organizować w stowarzyszenia wspierające ich funkcje i broniące swoich praw.

Polityka rodzinna państwa i samorządu lokalnego nie jest łaską, ale zasadniczym ich obowiązkiem! Wiele jest w tej sprawie do zrobienia.

Oto kilka podstawowych postulatów:

– opracowanie, rzetelne przedyskutowanie z rodzinami i organizacjami rodzinnymi oraz przyjęcie państwowego programu polityki rodzinnej,

– wdrożenie programu przeciwdziałania ubóstwu rodzin, szczególnie wielodzietnych,

– zwiększanie dochodów rodzin,

– zwiększenie wydatków na politykę rodzinną do średniej w Unii Europejskiej,

– powołanie rzecznika Praw Rodziny i Rodziców wzorowanego na urzędzie Rzeczniku Praw Obywatelskich,

– uratowania świadczeń rodzinnych.

Świętość Życia

ŚWIĘTOŚĆ ŻYCIA    W czasie wizyty na KUL w Lublinie Ojciec Święty Jan Paweł II powiedział: „Nie każda nauka jest prawdziwa i nie każda prawda jest naukowa”. Do takich prawd pozanaukowych, dostępnych do zrozumienia każdemu człowiekowi należy prawda o wartości życia ludzkiego. Człowiek instynktownie broni swojego życia i pragnie je zachować. Antropologia chrześcijańska do tej zrozumiałej dla każdego, na gruncie zdrowego rozsądku, prawdy o wartości życia dodaje jej głębsze znaczenie: mówi o świętości życia; Kościół ustanowił nawet specjalne święto, „dzień świętości życia ludzkiego”, które u nas obchodzi się 25 marca na pamiątkę poczęcia ludzkiego życia Syna Bożego. Ustanowienie takiego święta nie tylko wskazuje na wartość życia, ale także na konieczność jego obrony – Kościół nauką swoją odpowiada na potrzeby chwili. Jeżeli podkreśla wagę, nawet świętość życia ludzkiego to właśnie dlatego, że ta podstawowa wartość jest w naszych czasach szczególnie zagrożona. Jan Paweł II, głosząc potrzebę szerzenia „cywilizacji miłości” w świecie, broni właśnie wartości, godności i świętości życia ludzkiego, wręcz ukazuje tę obronę jako zadanie na nowe, trzecie tysiąclecie. Źródło świętości życia ludzkiegoŚwiętość życia człowieka wywodzi się spoza materii, nie daje bezpośrednich doznań. Wprawdzie człowiek dość łatwo poznaje rozumem swoją odrębność od reszty świata, jednak nie umiałby tego nazwać świętością. Świadomość odrębności, a nawet wyższości nad światem zwierząt i roślin nie jest jeszcze tym samym, co świadomość świętości. Świętość musi być człowiekowi uświadomiona, objawiona. Źródłem świętości życia człowieka jest jego genealogia – genealogia divina, Boże pochodzenie człowieka. Bóg-Stwórca, obdarzając człowieka istnieniem i życiem obdarza go podobieństwem do siebie, obdarza go nieśmiertelną duszą, która ciało ludzkie uświęca. Jan Paweł II wielokrotnie i wprost mówi o świętości ciała ludzkiego. Pismo Święte i święty Paweł mówią o ciele ludzkim, że jest świątynią Ducha Świętego (1 Kor 6, 19). Uznanie świętości życia i ciała ludzkiego wskazuje wprost na Stwórcę i domaga się uznania świętości Boga. Człowiek, który nie uznaje świętości Boga, nie jest skłonny uznać świętości Bożego stworzenia. Świętość życia ludzkiego pochodzi więc wprost od źródła świętości, jakim jest Bóg – święty, po tysiąckroć święty. To Boże pochodzenie nadaje właściwy wymiar człowiekowi i życiu człowieka. Ta wartość świętości nie odnosi się do człowieka, ale do jego życia. Niezależnie od tego, w jakim stadium rozwoju człowiek się znajduje i niezależnie od tego, jaki jest, człowiek-stworzenie Boże otrzymuje tchnienie życia od Boga i ma powrócić do Stwórcy. On sam, Stwórca, zakreśla tę ludzką obecność w świecie materii – wędrówkę życia; i choć człowiek może nie osiągnąć świętości, życie jego jest święte – nietykalne. Świadomość świętości Fakt uznania świętości życia ludzkiego pociąga za sobą konkretne następstwa – zobowiązuje do uznania nietykalności ludzkiego życia. Stąd właśnie wypływa Boże przykazanie „nie zabijaj” – przykazanie tak zgodne z intuicją człowieka, że jest on w stanie je pojąć. Jest to tak oczywiste, że w tym punkcie tkwi jądro walki o życie dziecka nienarodzonego. Zwolennicy aborcji chcą za wszelką cenę pozbawić małe dziecko człowieczeństwa; jasne jest bowiem, że z chwilą uznania tego życia za ludzkie staje się ono nietykalne. Ta nietykalność odnosi się do każdego człowieka, świętość życia zrównuje wszystkich ludzi, jest w pewnym sensie miarą sprawiedliwości – nikogo nie pomniejsza ani nie wywyższa, ale zawsze czyni godnym miana „człowiek”. Godność człowieka rodzi się ze świętości życia i domaga się szczególnego traktowania siebie samego i innych ludzi. Godność osoby ludzkiej, tak zakorzeniona w świętości, narzuca normy postępowania. Osoba ludzka musi być traktowana z poszanowaniem jej godności. To traktowanie odnosi się nie tylko do źródeł życia, ale do całego przebiegu, toku życia zarówno jednostki, jak całej ludzkości – świętość stawia zatem wymagania każdemu i wszystkim. Ten trud, konieczny do realizowania życia zgodnie z jego wartością staje się niekiedy główną przyczyną odrzucenia możliwości świętości życia. Nie mogąc sprostać temu zadaniu, człowiek zaprzecza jego wielkości, odrzuca własną i cudzą świętość i zaniża właściwy wymiar człowieczeństwa. Bo przecież właśnie świętość życia, otrzymanego od Stwórcy, jest zobowiązaniem do świętości człowieka. Świętość życia jest źródłem powołania do świętości osobistej, która jest jedynym celem życia ludzkiego na ziemi, bo ma prowadzić do nieba. Wieczna szczęśliwość w niebie jest uzależniona od świętości osobistej człowieka. Każdy ma daną zdolność do stawania się świętym, ale ta zdolność, zakodowana niejako w fakcie świętości, nietykalności życia, domaga się konkretnej realizacji w przebiegu życia. Udział ludzi w stwórczym planie BogaCzłowiek stworzony przez Boga nie tylko otrzymał życie, ale jeszcze został dopuszczony do współpracy ze Stwórcą. Jest to jedna z największych tajemnic Boga, że zechciał podzielić się z człowiekiem swoją stwórczą mocą i wręcz uzależnić się od ludzi, nie stwarzając bez nich następnych osób. Ten nieprawdopodobny dar zobowiązuje nie tylko do wdzięczności, ale także apeluje do odpowiedzialności człowieka. Jeżeli człowiek jest świadomy świętości życia, to musi także uznać doniosłość rodzicielstwa. Przekazywanie życia wymaga szczególnej działalności ludzi – działalności, która stanowi przygotowanie do wielkiego momentu stworzenia nowego człowieka. To ludzkie działanie nie jest jednak przeznaczone dla wszystkich ludzi, ale dla wybranych – dla powołanych do małżeństwa. Tylko małżeństwo jako sakrament, czyli przymierze ze Stwórcą, stwarza właściwe ramy dla rozwoju nowego człowieka. Dziecko ma być oczekiwane z radością i miłością – a działanie, które przekazywaniu życia służy, ma być pełnią zjednoczenia cielesnego, uczuciowego i duchowego. Ale człowiek, obdarowany świętością samego życia, nie staje się od razu święty. Zadania rodzicielskie zderzają się z ludzką słabością. Praktyka życia pokazuje, ile krzywd, grzechów, a nawet zbrodni narosło wokół rodzicielstwa. Manipulacje zarówno komórkami rozrodczymi, jak też poczętym dzieckiem – sztuczne zapłodnienie i ubezpłodnienie – są przecież przeciwko świętości życia ludzkiego i przeciw miłości, przeciwko Bogu jako Stwórcy. Przebieg życiaAby osiągnąć realizację świętości, człowiek potrzebuje pomocy – nie tylko wtedy, gdy jest bezbronnym dzieckiem, ale przez cały ciąg życia. Ludziom wydaje się, że mogą zrealizować siebie bez szukania wsparcia ze strony Stwórcy, który jedynie jest źródłem świętości. Najpierw rodzice nie rozumieją istotnej miary człowieka i jego zadań i nie przygotowują dziecka do świadomego dążenia do świętości. Potem, gdy dziecko wychodzi z domu na świat, niełatwo może odnaleźć sacrum, bo właśnie świat współczesny jest „odsakralizowany” – zapatrzony w wartości materialne. Świętość odnosi się do duszy i realizuje się w duszy ludzkiej, a w obecnym świecie brakuje miejsca dla duszy. Wprawdzie nauki szczegółowe coraz bardziej odkrywają tajemnice świata stworzonego, ale opisując fenomeny zatrzymują się jedynie na materii, nie dostrzegając nic innego. Wiedza o człowieku, dostępna tym dyscyplinom, zalicza go jednoznacznie do świata materii i poddaje tym samym prawom, jakie panują w świecie zwierząt. Eksperymentując na zwierzętach, człowiek posuwa się dziś o krok dalej i przedmiotem eksperymentów czyni człowieka. Nowoczesna biologia i genetyka bez wahania poddaje eksperymentom dziecko ludzkie; i młodzi ludzie poprzez zdobywaną wiedzę i środki przekazu przejmują taką wizję świata, w której człowiek jest wprawdzie nieco inny od zwierząt, ale stanowi jedynie drobną część materialnego kosmosu. Ponadto łatwość, z jaką ludzie ludziom odbierają życie (w filmach i TV) powoduje, że zabójstwo jawi się jako zjawisko „normalne” w ludzkim świecie. Obrona życia oznacza tu jedynie obronę własnej osoby i własnej egzystencji. Młodzi, obserwując sposób życia zarówno poszczególnych jednostek, jak całych narodów, nie mogą dostrzec niczego takiego, jak świętość życia. W ten sposób zaniża się zamierzony przez Boga wymiar człowieka, który nawet jeśli jest brany pod uwagę, to jedynie jako model nierealny, niemożliwy do zrealizowania. Ileż razy człowiek cynicznie mówi: „Trudno, nie jestem święty”, przerzucając niejako odpowiedzialność na Stwórcę – „jakim mnie stworzyłeś, takim mnie masz”. Norma personalistyczna traktowania człowieka przez człowieka, wynikająca z istoty człowieczeństwa i nakazana przez Boga – norma wzajemnego miłowania nie staje się sposobem obcowania ludzi. Świat współczesny daleki jest od powszechnej miłości bliźniego i miłości siebie samego. Miłość siebie samego oznacza przecież pragnienie dla siebie nieba i dążenie do niego, a więc oznacza dążenie do doskonałości. Miłość bliźniego oznacza walkę z egoizmem i dążenie do uszczęśliwiania innych. Ale mijają lata i człowiek, dojrzewając do samodzielności, podświadomie powiela obserwowane wzorce. A wzorce te są celowo lansowane przez program, który podsuwa światu „władca ciemności” – świętość jak światło, zło jak ciemność stoją w stałej sprzeczności. Człowiek ma rozum i wolę, i może wybrać sposób życia. Dobrze, jeżeli szuka i rozumie, że ma wybrać, gorzej, jeżeli bezkrytycznie daje się kierować modą – tym, co rzekomo jest postępem, a naprawdę jest zagubieniem właściwej drogi. Różny przebieg ma ludzkie życie i różne są jego uwarunkowania, ale zawsze istnieje ten nieodwracalny nurt życia płynący od narodzenia do śmierci. Koniec drogiNietykalność życia ludzkiego jest zagrożona nie tylko na początku, ale także u jego schyłku. Zagrożona jest ludzka śmierć – w planie Bożym śmierć ma być spokojnym przejściem w inny wymiar, ten właśnie wymiar wyznaczony świętością życia. Człowiek jest przeznaczony dla nieba. Ma umrzeć i ma prawo, a nawet obowiązek umrzeć jak człowiek – na miarę, wyznaczoną godnością człowieka. Ludzka śmierć ma być godna, inna niż wymieranie zwierząt i roślin. „Ludzka” znaczy świadoma. Śmierć ma się stać, ma być zasłużonym odpoczynkiem po trudach życia. Człowiek ma prawo do naturalnej śmierci, a moment tej śmierci wybiera sam Bóg. Ojciec św. Jan Paweł II powiedział kiedyś przy okazji mszy świętej za zmarłego przyjaciela: „pamiętajcie, że człowiek zawsze umiera w momencie dla niego najlepszym, bo Pan Bóg jest dobry”. Trzeba Bogu zostawić tę decyzję; oczywiście można pragnąć przedłużyć życie kochanej osobie, ale pragnienie takie jest zawsze pewnym brakiem realizmu – nikt nikomu nie przedłuży życia, chociaż się tak czasem ludziom wydaje. Lekarzom udaje się nie przedłużanie życia, ale wydobycie z choroby – pod warunkiem, że nie jest to choroba letalna; gdy przyjdzie ta zasadnicza choroba, to jest ona nieuleczalna. Realizm śmierci powinien przybliżyć prawdę o niebie, i człowiek ma za zadanie przygotować się do śmierci. Jednakże tak jak wokół początku życia człowieka, tak i wokół śmierci narasta zagrożenie, które pochodzi od człowieka, od ludzi otaczających – zagrożenie świętości umierania. Śmierć może być piękna, a może też być żałosna i okrutna; może także to być śmierć „przyspieszona” decyzją własną lub innych ludzi. Każde zabicie człowieka jest naruszeniem naturalnego porządku ustanowionego przez Stwórcę. Bóg zastrzegł sobie decyzję o tych dwu biegunach życia, o poczęciu i śmierci. Uzurpowanie sobie prawa decydowania o nich jest krzywdą, grzechem, zbrodnią. „Nie zabijaj” obowiązuje wszystkich ludzi; a jednak, jak pokazuje historia, ludzie ludzi zabijają. Jedni to czynią, drudzy nie reagują lub nawet akceptują. Tak właśnie dzisiaj narasta w świecie akceptacja zadawanej śmierci rzekomo łagodnej, narastająca propaganda wobec eutanazji zdobywa coraz więcej zwolenników. Ludzkość zagubiła pojęcia świętości, nietykalności życia ludzkiego i godności osoby ludzkiej. Miarą człowieka stała się nie jego świętość, ale materialna użyteczność – świat eliminuje ludzi „nieproduktywnych”. EutanazjaDla prawnie usankcjonowanego eliminowania ludzi „niepożytecznych”, obciążających społeczność wynaleziono piękne hasło… miłosierdzie. Wolno zabić dziecko nienarodzone chore, żeby żyjąc kalekie nie cierpiało ono i jego rodzice; trzeba też przeprowadzić prawo, pozwalające zabić starego człowieka, żeby już nie cierpiał z powodu choroby, która daje bóle i niedołęstwo. Szeroko powtarzany argument trafia do przekonania wielu ludzi. Żeby odrzucić taki argument trzeba zrozumieć sens ludzkiego cierpienia, a jest to często za trudne dla człowieka, nawet dla ludzi wierzących. Jan Paweł II powiedział kiedyś, że „cierpienie niewinnych jest największą Bożą tajemnicą, nie można jej zrozumieć, trzeba tylko przyjąć”. Cierpienie jest nieodłącznie związane z życiem. Różnie cierpienia znoszą ludzie przez całe życie – jedni cierpliwie, inni z buntem – ale przecież nie domagają się skrócenia życia. Natomiast u schyłku, w starości, wtedy, kiedy śmierć się przybliża, pojawia się pokusa skrócenia życia. Decyzję o zabijaniu starych i niedołężnych osób dyktuje świadomość, że i tak umrą, a skracając okres, w którym człowiek wymaga troski, leczenia, opieki itd. społeczność ułatwia sobie życie. Ale śmierć zadana choremu bez jego wiedzy jest po prostu zabójstwem. Propaganda eutanazji stawia sprawę nieco inaczej. Chodzi rzekomo o respekt dla wolności człowieka, który sam ma sobie wybrać chwilę śmierci i może ją sobie sam zadać, albo prosić o to lekarza. Dochodzi więc dodatkowy argument rzekomego poszanowania ludzkiej woli. W praktyce fakt, że człowiek chory wybrał śmierć, jest jedynie oskarżeniem otoczenia. Znaczy to bowiem, że człowiek ten czuje się niepotrzebny i zdaje sobie sprawę z tego, że otoczenie czeka na jego śmierć. Jest to dowód braku miłości ze strony otoczenia. Bywa i tak, że człowiek człowiekowi zgotuje takie cierpienia, że śmierć wydaje się wyzwoleniem. Można chcieć umrzeć, ale nie wolno sobie odebrać życia, bo człowiek nie jest panem życia; otrzymał je od Boga; a od pokusy eutanazji może go uchronić właśnie świadomość świętości życia. Co więcej – śmierć ludzka może być piękna i powinna być piękna. Miałam okazję, podczas jednego z kongresów poświęconych rodzinie, być z Matką Teresą z Kalkuty. Kongres był w Japonii, w Tokio, i odbywał się właśnie w czasie, kiedy Matka Teresa miała swoje urodziny i młodzież studencka z Sophia University urządziła z tej okazji okolicznościowy wieczór z programem artystycznym o Matce Teresie, m.in. wyświetlono film z działalności jej Sióstr. Na filmie pokazano sceny, w których młodziutkie siostry zbierają z ulicy umierających. Po filmie jedna ze studentek powiedziała: „Ależ Matko, to im nic nie pomaga, oni przecież i tak umierają”. A Matka Teresa odpowiedziała: „Tak, oczywiście umierają, ale jak ta młoda siostra bierze głowę konającego na kolana i ociera mu pot z czoła, to czuje się on kochany i umiera jak człowiek”. Chodzi właśnie o piękną śmierć w domu, w otoczeniu kochającej rodziny, gdy człowiek chory, opatrzony na tę drogę wiatykiem spokojnie odchodzi z rąk ludzkich do Boga, tego, który kocha jak nikt, który „do końca umiłował”.

Wanda Półtawska

dr Wanda Półtawska – lekarz psychiatra, czŁonek Papieskiej Rady ds. Rodziny

Godność życia

Szanowni Państwo U początku XXI wieku bardzo wiele mówi się na temat godności w przeróżnych jej odmianach. Godność człowieka: kobiety, mężczyzny, dziecka stoi u podstaw jakichkolwiek dyskusji społecznych, religijnych, legislacyjnych, historycznych itd. Nasilenie i akcentowanie godności jest tak mocne, że może się wydawać, iż zagubiliśmy się w podstawowym rozumieniu tego pojęcia. Zbyt łatwo i często szafuje się tym jakże wspaniałym i doniosłym przymiotem ludzkiej osobowości. Słownik języka polskiego definiuje „godność” jako poczucie czy też świadomość własnej wartości, szacunek dla samego siebie, duma, honor. Mówi się tutaj o poczuciu godności, o przymiocie jakiegoś podmiotu. Tak więc godność posiada ścisłe koneksje z wartością. Etymologiczny słownik Aleksandra Brücknera podaje, że słowo „wartość” zostało zapożyczone z języka niemieckiego od słowa „Würde” i oznacza po prostu „godność”. A więc wartością jest to, co stanowi o godności, jakości przedmiotu czy też człowieka. Wielka Encyklopedia Powszechna natomiast pod tym hasłem konstatuje, iż termin wartość najczęściej używany jest zamiennie z terminem dobro w najszerszym jego znaczeniu i oznacza to wszystko, co cenne i godne pożądania, co stanowi cel jakichś dążeń ludzkich. Tak więc mówić o „godności” znaczy, mówić o tym, co jest najbardziej wartościowe, dobre, kochane, co posiada przymiot wspaniałości. Kolejny numer „Horyzontów Wychowania” nosi dosyć, wydawać by się mogło, „niegramatyczny” tytuł, a mianowicie „Troski godności”. Nie chodzi tutaj, od razu trzeba zaznaczyć, o godność jako niezbywalny przymiot jakiegoś podmiotu. Cel tak sformułowanego tematu jest bardzo prosty: chodzi o to, w jaki sposób godność spersonifikowana troszczy się o samą siebie i o podmioty, którym nadaje szczególną wartość. Chcieliśmy podejść do naszego zagadnienia właśnie od strony „godności”. Czy jest to wykonalne? Jako pierwszy artykuł zamieszczamy wystąpienie kardynała Zenona Grocholewskiego, Prefekta watykańskiej Kongregacji Edukacji Katolickiej, który wygłosił w dniu 22 kwietnia 2006 roku w Krakowie w WSFP „Ignatianum” z okazji głównych obchodów Roku Jubileuszowego Towarzystwa Jezusowego. Kardynał Grocholewski mówił o tym, jaką rolę w dzisiejszym świecie winny spełniać wyższe uczelnie katolickie w oparciu o nauczanie Jana Pawła II. Podkreślił zasadniczą różnicę pomiędzy uczelniami kościelnymi a katolickimi, zaznaczając jednocześnie potrzebę wychowywania, kształcenia w tych ostatnich inteligencji katolickiej różnych profesji. W całą tematykę godności wprowadza nas Arno Anzenbacher, który analizuje ją z trzech punktów widzenia. Najpierw traktuje o prawno-etycznym wymiarze godności z podkreśleniem podmiotowości człowieka. Później pyta o istotę godności człowieka, przywołując teksty biblijne i filozoficzne z Kantem i Heglem. W końcu spojrzenie współczesne: i tutaj autor dostrzega zagrożenia wynikające z zaprzestania traktowania godności jako uniwersalnej normy etycznej, chroniącej każdą ludzką istotę poprzez proces pluralizacji. Bardzo wiele o godności osoby ludzkiej podczas swojego pontyfikatu mówił Jan Paweł II. W oparciu o nią kardynał Stanisław Nagy wychodzi od definicji człowieka jako osoby i z tego faktu wypływającej jego rozumności, wolności, moralności i świadomości. Idąc za myślą Jana Pawła II wskazuje na Jezusa Chrystusa jako wzór człowieka doskonałego, co przenosząc na naturę ludzką sprawia, iż nabyła ona szczególnej godności i bogactwa człowieczeństwa. Jednym z obszarów życia społecznego, gdzie najtrudniej mówić o godności jest polityka. Pomimo tego takie próby podejmować trzeba. Hanna Suchocka rozpoczyna tę próbę od definicji działań politycznych, których celem jest zdobycie lub utrzymanie władzy. Władza znów winna zadbać o dobro wspólne swych obywateli stanowiąc ład życia społecznego poprzez prawo. Dalej autorka podaje polski przykład drugiej połowy XX wieku, gdzie zasada solidarności wzięła górę nad komunistyczną zasadą klasowej nienawiści (walki klas). Solidarność, jako ruch społeczny, przeciwstawił się niegodnemu życiu i jednocześnie dążył do uczciwej, godnej, opartej na prawdzie polityki. Do tego potrzebna jest wolność, która, jak się okazuje, często przeradza się w wolność bez ograniczeń – „hałaśliwy liberalizm”, indyferentyzm moralny niszczący ludzką godność na różne sposoby. Autorka kończy, iż prawodawstwo oparte na prawie naturalnym, co znajdujemy także w polskiej konstytucji z 1997 roku, daje dużą gwarancję szacunku i ochrony godności człowieka. Jednakże uchwalenie konstytucji samo w sobie nie gwarantuje poszanowania i stosowania zasad godności w polityce, o to trzeba się praktycznie starać. Psychologia ostatnich dziesięcioleci zwraca uwagę na znaczenie pozytywnego poczucia własnej wartości. W tym też świetle Bernhard Grom przedstawia kantowską etykę rozumu, według której człowiek ma obowiązek darzyć swoją osobę „moralnym uznaniem” i strzec swojej godności. Jeszcze bardziej rozwija autor ten wątek w oparciu o Biblię, bo wychodząc z dzieła stworzenia i podobieństwa człowieka do Stwórcy oraz odkupienia, człowiek winien siebie kochać i doceniać swoją wartość, czyli strzec godności. Szczególną wrażliwość, gdy chodzi o poczucie godności, posiadają dzieci. Stanisław Ruciński w swoim artykule szuka odpowiedzi na pytanie: jak odnaleźć godność dziecka w konflikcie wychowawczym. Posłużył się tutaj opowieścią wydarzenia, którego był świadkiem, a mianowicie zabawy w piaskownicy dwóch kilkuletnich chłopców. Zabawa ta później przerodziła się w konflikt między nimi. Dorosły człowiek interweniując, starał się bronić godności winowajcy i poszkodowanego. W konsekwencji wyciąga wniosek, że chyba nie o pouczenia chodzi, co o zatroskanie, towarzyszenie i miłość wobec dziecka. Tym samym zagadnieniem, aczkolwiek z innej perspektywy, zajmuje się Barbara Smolińska-Theiss. Autorka analizując historię odkrywania godności dziecka w społeczeństwach zachodnich stwierdza, iż pomimo tego, że dosyć późno takiego „odkrycia” dokonano, to ostatnie sto lat może być odczytywane jako czas podeptania godności dziecka w wyniku dominacji totalitarnych systemów. Zagrożenia dla godności dziecka, które upatruje autorka, szukać należy przede wszystkim w obszarze komunikacji społecznej (środki masowego przekazu) oraz w wymiarze społeczno-ekonomicznym. Ostatecznie autorka podkreśla konieczność zwrócenia uwagi na wymiar epistemologiczny, aksjologiczny i transcendentny biorąc pod uwagę troskę pedagogiczną o godność dziecka. Nie może zabraknąć w refleksji nad godnością troski o małżeństwo, czyli o tę społeczną komórkę, do której godność winna mieć największe prawa. Janusz Kowal SJ opisuje dokonujące się przemiany, gdy chodzi o instytucję małżeństwa, w prawodawstwie międzynarodowym i państwowym, w rozumieniu jego natury i monogamicznego modelu, w równouprawnieniu kobiet i wolności wyboru współmałżonka. W tej optyce autor analizuje bardziej wnikliwie przemiany dokonujące się w Kościele katolickim, podkreślając coraz większy szacunek dla samej instytucji małżeństwa, jak również ochronę godności osób, które je tworzą. Koniec wieku XX i początek XXI to galopujący postęp techniczny w wielu obszarach życia. Do tego postępująca sekularyzacja polityki i kultury sprawiają, że w tym pędzie można zagubić to, co stanowi o wyjątkowym statusie człowieka w świecie, a mianowicie jego godność i nienaruszalność. Wojciech Bołoz CSSR w swym artykule odwołuje się najpierw do definicji tej godności, przywołując międzynarodowe deklaracje praw człowieka, potem uzasadnienie religijne i racjonalne. Dzięki temu godność stała się wartością uniwersalną. Godność domaga się szczególnego i wyjątkowego traktowania, gdy chodzi o bioetykę, czyli postępowanie medyczne w zakresie nie naruszającym niezbywalnych praw człowieka. W ostatnim artykule Karol Tarnowski podejmuje fenomenologiczne rozważania dotyczące związku, jaki zachodzi pomiędzy wiarą i przemocą, i próbuje odsłonić mechanizm, który sprawia, że moc i wiara przemieniają się w „wierzącą przemoc”. W ten sposób rodzą się wszelkiego rodzaju fanatyzmy religijne i nieograniczona możność władania autonomią innych. Tymczasem źródłem doświadczenia wiary jest pra-zaufanie, poszukiwanie i przyleganie do prawdy, która otwiera na jakąś pra-nadzieję. W ostateczności otwiera to człowieka na wznoszenie się jego umysłu ku ethosowi wewnętrznej prawdy wiary, co doprowadza do afirmacji i ubogacenia istnienia jako takiego, troszczącego się o godność człowieka. Na początku zaznaczyłem, że Redakcja wraz z Autorami tekstów postawiła sobie niewątpliwie bardzo trudne zadanie: jak godność troszczy się o samą siebie i o te podmioty, którym ten status nadaje? Czy nam się to udało? Niech Czytelnik sam oceni. Pragniemy jedynie prosić, by podzielić się z nami tymi ocenami, co pozwoli Państwu i nam lepiej godność zrozumieć i nią żyć. Życzymy spokojnej lektury!                                                                                                        Wit Pasierbek ARTYKUŁY Arno Anzenbacher, Co oznacza „godność człowieka”?  Podjęta przez autora refleksja nad godnością człowieka skoncentrowana została wokół trzech zagadnień. Kontekst pierwszego stanowi problematyka prawno-etyczna, ze szczególnym zaakcentowaniem relacji pomiędzy rozumieniem godności a prawami człowieka, zarówno jako jednostki-osoby, jak i obywatela określonej społeczności. Drugi wątek rozważań wyznaczony został pytaniem o istotę godności człowieka, z odwołaniem się zarówno do tekstów biblijnych, jak i tekstów nowożytnej filozofii /Kant, Hegel/. Trzeci aspekt godności nakreśliło jej rozumienie, jako podstawy światopoglądowej współczesnego człowieka. A ta /a wraz z nią pojęcie godności/ podlega procesowi pluralizacji, który doprowadza, według autora, do erozji istotowego rozumienia tego pojęcia oraz zagrożenia zaprzestania traktowania go jako podstawowej i uniwersalnej normy etycznej chroniącej każdą, ludzką istotę. Stanisław Nagy, Człowiek w myśli Jana Pawła II Celem artykułu jest ukazanie rozumienia pojęcia „człowiek”. Źródłem swojej refleksji czyni Autor „myśl Jana Pawła II”. Za punkt wyjściowy rozważań obiera pytanie: „kim jest człowiek?”. Po pierwsze, ukazuje człowieka jako podmiot dominujący nad światem przedmiotów. Określenie to oznacza człowieka posiadającego zdolność wyjątkowego i specyficznego poznania prawdy o świecie i w konsekwencji o sobie samym (samopoznanie). Określenie to oznacza także człowieka, który jest bytem odrębnym, posiadającym własną, jedyną i niepowtarzalną osobowość. Po drugie, zwraca uwagę na człowieka jako osobę i wynikające z tego faktu właściwości: jego rozumność, wolność, moralność oraz świadomość. I wreszcie po trzecie, Autor (za Janem Pawłem II) określa człowieka mianem Chrześcijanina. Uważa przy tym, że dopiero to właśnie „dookreślenie” człowieka jako osoby stanowi o jego perspektywie nie tylko naturalnej, ale przede wszystkim nadprzyrodzonej. Kluczem do tak rozumianej wizji człowieka jest Jezus Chrystus – Odkupiciel, który jako wzór obrazu człowieka z racji realizującej się w Nim natury Bożej oraz jednocześnie pełnej natury ludzkiej, objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i ukazuje mu jego najwyższe powołanie. Tak rozumiany i interpretowany obraz człowieka prowadzi do konieczności dostrzeżenia w nim przysługującej mu z racji Odkupienia godności, wielkości i pełnego człowieczeństwa. Autor konkluduje swoją wypowiedź stwierdzeniem, że w osiąganiu powyższych „właściwości” człowiek nie pozostaje sam, ale zawsze towarzyszy mu w Kościele i poprzez Kościół Jezus Chrystus – Zbawiciel. Hanna Suchocka, O godności w polityce  Autorka, poszukując związku godności z polityką, przytacza popularne, encyklopedyczne definicje, z których wynika, że oczywistym celem każdego politycznego działania jest zdobycie lub utrzymanie władzy. Ponieważ z kolei celem politycznej władzy winna być służba dla dobra ogółu, u podstaw decyzji podejmowanych przez polityków muszą znajdować się wartości, określające prawa indywidualnych obywateli. Najlepszym zabezpieczeniem tych praw jest respektowanie prawa naturalnego, jednak w wielu państwach obowiązujące przepisy nie odwołują się bezpośrednio do tej podstawowej normy. Tym samym godność nie zawsze jest traktowana jako zasadnicza cecha każdego człowieka, zwykle jednak polityka i tak zakłada troskę o godność obywateli, o ich godne życie itd. W polskich doświadczeniach politycznych drugiej połowy XX wieku ważne miejsce zajęła zasada solidarności, jako przeciwieństwa dla wyznawanej przez komunistów zasady klasowej nienawiści (walki klas). Solidarność, którą za swoją dewizę obrał wielki ruch społeczny, była protestem wobec niegodnych warunków życia, a zarazem dążeniem do uprawiania godnej, to znaczy uczciwej i opartej na prawdzie polityki. Dla uprawiania godnej polityki niezbędna okazała się wolność. Aby osiągnąć wolność trzeba było zburzyć dotychczasowy system, czyli przeprowadzić proces transformacji od komunistycznej dyktatury do demokratycznego państwa prawa. Wbrew przekonaniu o tym, że skutki zniewolenia zostaną wyeliminowane w rezultacie godnego życia, koszty społeczne transformacji okazały się bardzo poważne. Jednym z nich stała się fascynacja wolnością bez ograniczeń, którą Jan Paweł II nazwał „hałaśliwą propagandą liberalizmu, wolności bez prawdy i odpowiedzialności”. Liberalizm, rozumiany jako indyferentyzm moralny, niszczy ludzką godność, sprowadzając wolność np. do regulacji prawnych zezwalających na aborcję czy eutanazję. Autorka przekonuje jednak, że prawa ustanowione w państwach, które pomyślnie przeszły ustrojową transformację, zostały oparte na międzynarodowych dokumentach dotyczących praw człowieka, a więc – za ich pośrednictwem – nawiązały do prawa naturalnego. Takie założenia przyświecały twórcom polskiej konstytucji z 1997 roku. W jednym z artykułów stwierdzono, że poszanowanie i ochrona godności człowieka należy do obowiązków władz publicznych. Uchwalenie konstytucji nie zakończyło jednak starań o jak najpełniejsze zastosowanie godności w życiu politycznym, podobnie jak apele o ich kontynuowanie pozostają dziś tak samo aktualne, jak siedemdziesiąt czy pięćdziesiąt lat temu. Bernhard Grom, Kultywowanie szacunku dla samego siebie W trzech ostatnich dziesięcioleciach psychologia wskazuje na znaczenie pozytywnego poczucia własnej wartości dla zadowolenia z życia u dzieci, młodzieży i dorosłych i opracowała metody pomocne w uświadamianiu sobie i realizacji własnych potrzeb i praw. Nie chce przez to wspierać postaw egocentrycznych czy narcystycznych, lecz pragnie zapobiegać uczuciu przygnębienia i braku szczęścia. Jakie znaczenie ma takie kultywowanie poczucia własnej wartości? Według Kantowskiej etyki rozumu człowiek ma obowiązek darzyć swoją osobę „moralnym uznaniem” i strzec swojej godności. Etyka teologiczna i duchowość uzupełnia to jednostronnie moralne uzasadnienie kultywowania szacunku dla siebie samego i pokazuje, że człowiek powinien darzyć siebie szacunkiem w swojej całości jako „podobieństwo” Stwórcy i jako Jego „przyjaciel”, którego Syn Boży „do końca” umiłował i za którego ofiarował swoje życie (J 13,1; 15,13-15). Wraz z tym Bogiem powinien on siebie kochać i unikać wszelkiej autodeprecjacji. Chrześcijańska duchowość może uczynić to przesłanie bardziej skutecznym, jeśli posłucha tego, co o zagrożeniach dla poczucia własnej wartości mówi psychologia.  Stanisław Ruciński, Odnajdywanie godności w konflikcie wychowawczym – piaskownica  Konflikty między dziećmi mają swe głębsze źródła. Tkwią one w powikłaniach, których poznanie wymaga badań psychologicznych, socjologicznych i innych. Dzieci same tego nie zrozumieją. Dorośli sami – też nie. Potrzebują pomocy fachowców. Ale to, co pomoc ta może dać, dotyczy raczej wyjaśniania konfliktów, a nie ich zrozumienia i może dać w efekcie etyczną ocenę zachowania się dziecka i uzasadniane tą oceną i nakłanianie dziecka do innego postępowania, co rodzić może nowy konflikt miedzy dziećmi i sterującym nimi wychowawcą. Opisana opowieść pokazuje, że chyba lepiej byłoby pokazać dzieciom, co faktycznie robią atakując się wzajemnie i postawić ich wobec pytania, co im daje zwycięstwo. A jeśli konflikt jest pozorny, to zwycięstwo nie jest w ogóle potrzebne. Pojawić się może szansa na inne spojrzenie skierowane na tego drugiego jako na kogoś, kogo tak naprawdę nie chcemy skrzywdzić, bo jest może godny zatroskania raczej, a nie bolesnego pouczenia, jaki powinien być, jak postępować. Barbara Smolińska-Theiss, Godność dziecka – odkrywana, zdobywana, niszczona Godność – wpisana w naturę każdego człowieka – domaga się afirmacji tym silniej, im bardziej osoba zagrożona jest w swych podstawowych i niezbywalnych uprawnieniach. Zagrożenie to daje o sobie znać w pewnych szczególnych okresach życia człowieka, z całą pewnością dotyczy dzieciństwa. Godność dziecka została „odkryta” na względnie późnym etapie rozwoju społeczeństw zachodnich. Jednocześnie historia ostatnich stu lat może być odczytana jako czas podeptania godności dziecka w wyniku dominacji totalitarnych systemów. Obecnie zasadnicze źródła zagrożenia godności dziecięcej kryją się w obszarze społecznej komunikacji, gdzie za sprawą środków masowego przekazu redukuje się dziecko do rangi konsumenta wrażeń, przez co zubożeniu ulega jego naturalny świat. Podobnie w wymiarze społeczno-ekonomicznym dzieciństwo jest zagrożone na skutek postępu procesów marginalizacji dotykających coraz większej liczby polskich rodzin. Tekst stanowi punkt wyjścia dla poszukiwań pedagogicznych zorientowanych wokół pojęcia godności dziecka. W tym sensie odsłania się ona już to jako kategoria epistemologiczna, zastosowanie której pozwoli naświetlić i opisać swoisty charakter dzieciństwa, już to jako przedmiot refleksji aksjologicznej uwzględniającej relacje człowieka z rzeczywistością transcendentną. Janusz Kowal, Godność małżeństwa Mimo bardzo trudnej i złożonej sytuacji małżeństwa i rodziny w świecie współczesnym, negatywny jej obraz okazuje się być bardzo jednostronny, gdyż nie brak aspektów pozytywnych tej sytuacji. Przemiany jakie dokonały i dokonują się we współczesnym świecie ukazują coraz wyraźniej prawdziwy i pozytywny charakter instytucji małżeństwa. Jednym z szerokich obszarów, gdzie dokonują się owe przemiany, jest rozprzestrzenianie się na cały świat monogamicznego modelu małżeństwa oraz praw małżeńskich, które uwzględniają równouprawnienie kobiet czy wolność wyboru małżonka. Zmiany te nie omijają nawet krajów muzułmańskich: niektóre z nich w ubiegłym wieku wprowadziły takie przepisy małżeńskie, które coraz mniej stoją w sprzeczności z wartościami naturalnymi i ewangelicznymi instytucji małżeństwa i godności osoby ludzkiej. Przemiany dokonujące się we współczesnym świecie znajdują swe odzwierciedlenie również w aktualnym prawodawstwie Kościoła katolickiego. Ukazane przykłady norm, chroniących lepiej niż poprzednie wolność stron zawierających małżeństwo oraz zapewniających większą ochronę przed podstępem czy warunkiem dodanym do aktu zgody małżeńskiej, świadczą o coraz większym szacunku dla samej instytucji małżeństwa, jak i ochronie godności osób je tworzących. Podobne świadectwo dają normy dotyczące dopełnienia małżeństwa, oraz poszczególne przepisy ukazujące „przychylność prawa” jaką cieszy się małżeństwo w Kościele katolickim. Wojciech Bołoz, Godność człowieka i bioetyka Osiemnastowieczne deklaracje praw człowieka odwoływały się do Stworzyciela (amerykańska Deklaracja Niepodległości) lub Istoty Najwyższej (francuska Deklaracja Praw Człowieka) jako ich gwaranta. Postępująca sekularyzacja polityki i kultury sprawiła, że teoretycy praw człowieka zwrócili się do godności ludzkiej jako wartości będącej źródłem ich obowiązywalności. Sama godność ludzka może być uzasadniana religijnie (człowiek posiada wyjątkowy status, ponieważ jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga) albo czysto racjonalnie (podstawą wyjątkowej pozycji człowieka w świecie jest jego rozumność i zdolność wolnego wyboru). Z tego też powodu godność człowieka stała się wartością uniwersalną i może być punktem odniesienia zwolenników różnych światopoglądów. Szczególne znaczenie godność człowieka i jego prawa ma dzisiaj w systemie prawa międzynarodowego i w bioetyce. Ta ostatnia chroni zdrowie i życie pojedynczych osób w sytuacjach interwencji medycznych, zwłaszcza na początku i końcu ludzkiego życia. Karol Tarnowski, Wiara i przemoc Autor podejmuje fenomenologiczne rozważania dotyczące związku, jaki zachodzi pomiędzy wiarą i przemocą oraz próbuje odsłonić „mechanizm”, który sprawia, że moc i wiara przemieniają się w „wierzącą przemoc”. Moc może ulegać pokusie panowania, nadużywania samej siebie w akcie upajania się sobą. Moc jednych może też uwodzić perspektywą nieograniczonej możności władania autonomią innych. Ponieważ, nie jest jednak możliwe pełne władanie innym, ze względu na istniejąca w nim sferę wolności, przemoc musi posiłkować się strachem. Takie procesy uwodzenia i zastraszania mają swe miejsce realizacji w ideologiach, sięgając aż do metafizycznych uzasadnień strachu: do argumentu Boga przemocy. Źródłem doświadczenia wiary jest pra-zaufanie, afirmatywne przywieranie do prawdy, otwierające jakąś pra-nadzieję. Wiara odnosi się do jakiejś rzeczywistości, ale dana jest poprzez intencjonalne konstrukty myślowe, poprzez treściowe: religijne i kulturowe konkretyzacje, poprzez dającą pewność gnozę. To jej prawdy zewnętrzne. Ich treści głoszą osobowości. One przyciągają emocjonalnie, jako uosobienia nadziei i prawdy wiary, która ma uporządkować życie według oczekiwanego sensu, która pozwoli zapanować nad jego bez-sensem. Na tym polega uwodzenie, które jednak nie wyklucza fałszu i przemoc… Dlatego człowiek musi chronić swą wiarę myśleniem ku ethosowi wewnętrznej prawdy wiary. Ku afirmacji istnienia jako takiego, które żywi się wiarą myślącą i dzięki temu troszczącą się o godność człowieka.